Biuro Prasowe - tel. 71 733 10 52, e-mail: rzecznik@usk.wroc.pl
X Europejski Tydzień Profilaktyki Nowotworów Głowy i Szyi

X Europejski Tydzień Profilaktyki Nowotworów Głowy i Szyi



Dane Światowej Organizacji Zdrowia niepokoją ekspertów – umiera ponad 50 procent pacjentów z rozpoznanym nowotworem głowy i szyi. Równie alarmujące są przewidywania, że w najbliższych latach liczba osób z tymi schorzeniami wzrośnie nawet o 10 proc. Z myślą o tych danych, w dniach 19-23 września 2022r. odbędzie się X Jubileuszowy Europejski Tydzień Profilaktyki Nowotworów Głowy i Szyi.

Hasło tegorocznej kampanii „Najwyższy czas ZROZUMIEĆ NOWOTWORY GŁOWY I SZYI. Make it Make Sense” opracowane przez EHNS (Europejskie Towarzystwo Głowy i Szyi) w jednoznaczny sposób przekazuje najważniejszy cel kampanii: zwiększenie świadomości i polepszenie rokowań poprzez intensywną edukację na temat zapobiegania chorobie, objawów choroby oraz wczesnej diagnostyki.

- Program interdyscyplinarnej opieki dla pacjentów z nowotworami głowy i szyi z miasta i regionu, prowadzony w Klinice Otolaryngologii Chirurgii Głowy i Szyi USK, uwzględnia wyjątkowo szeroki zakres od planowania leczenia do jego realizacji. Oprócz otolaryngologów uczestniczą w nim specjaliści wielu dziedzin, m.in.: chirurdzy szczękowo-twarzowi, radiolodzy, histopatolodzy, neurochirurdzy, okuliści czy onkolodzy kliniczni – podkreśla prof. Tomasz Zatoński, kierownik kliniki. – Obecnie każdy pacjent z nowotworem głowy i szyi leczony w naszej klinice ma także rutynową opiekę psychologa, fizjoterapeuty, dietetyka i farmakologa klinicznego – dodaje.

W tym roku przywróciliśmy formułę stacjonarnych spotkań z pacjentami oraz innych aktywności związanych z Tygodniem Profilaktyki Nowotworów Głowy i Szyi. W programie uwzględniliśmy m.in.: bezpłatne badania przesiewowe, spotkania z grupami wsparcia, wykłady dla pacjentów oraz debatę z decydentami mającymi wpływ na ochronę zdrowia w naszym regionie. Ważnym elementem są także spotkania edukacyjne w szkołach związane z profilaktyką nowotworów głowy i szyi HPV-zależnych.

Europejski Tydzień Profilaktyki Nowotworów Głowy i Szyi organizowany jest w ramach międzynarodowej kampanii „Make Sense”, którą zainicjowało European Head and Neck Society (EHNS). W Polsce akcję prowadzi Polskie Towarzystwo Nowotworów Głowy i Szyi.




 
Kolejna pionierska transplantacja w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym
Informacja prasowa 31.08.2022

Kolejna pionierska transplantacja w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym



W środę po południu z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu została wypisana pacjentka, która przeszła pionierski zabieg jednoczesnej retransplantacji serca i transplantacji nerki. Była to pierwsza tego typu operacja w Polsce.

„Zabieg, który przeprowadziliśmy, to kolejny krok milowy na drodze rozwoju naszego programu przeszczepów. Jest to uhonorowanie pewnego etapu, ale z pewnością nie nasze ostatnie słowo” – komentuje prof. dr hab. Piotr Ponikowski, Rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i Dyrektor Instytutu Chorób Serca USK. Jest o tym przekonany również Dyrektor USK, dr Jakub Berezowski, który zapewnia, że dynamiczny rozwój i wyjątkowość wrocławskiego ośrodka ma swoje podstawy w niezwykłej unii personalnej między uczelnią a szpitalem: „Nasi rektorzy są też jednocześnie aktywnymi lekarzami, liderami zespołów. Wyznaczają kierunki rozwoju Uniwersytetu Medycznego i szpitala”.


Niewydolność serca i nerek



Pani Małgorzata (54 l.) pierwszą transplantację serca przeszła jesienią, w 2000 r. Losy pacjentki od samego początku, od pierwszego przeszczepu, obserwuje prof. dr hab. Michał Zakliczyński, kierownik Pododdziału Transplantacji Serca i Mechanicznego Wspomagania Krążenia, a także szef programu przeszczepów w USK. U pani Małgorzaty rozpoznano przewlekłe odrzucanie przeszczepu – waskulopatię naczyń wieńcowych. Stan jej zdrowia stopniowo się pogarszał. Została zakwalifikowana do retransplantacji serca. W międzyczasie do dolegliwości, na które cierpiała, dołączyła niewydolność nerek, musiała być dializowana. Pojawiła się więc konieczność kolejnego zabiegu: transplantacji nerki. Po wielu naradach nasi specjaliści uznali, że dla pacjentki najkorzystniejsze będzie, by oba zabiegi przeprowadzić jednocześnie, przeszczepiając narządy od jednego dawcy. Prof. dr hab. Michał Zakliczyński zaznacza: „Decyzja o tym, że w USK będziemy wykonywać przeszczepy wielonarządowe jest oczywistym następstwem tego, że chcemy jak najlepiej wykorzystywać potencjał ośrodka wielospecjalistycznego. Licząc na naturalną dla tego szpitala dynamikę, wierzę, że nie będziemy długo czekać na to, aż liczba jednoczasowych transplantacji wzrośnie.” Niezbędność tego typu zabiegów podkreśla również operator pacjentki, dr Roman Przybylski, kierownik Pododdziału Transplantacji Serca i Mechanicznego Wspomagania Krążenia: „Coraz więcej chorych z niewydolnością serca ma również problem z nerkami. Stąd zwiększająca się na całym świecie liczba przeszczepów jednoczasowych. W USA takich przeszczepów wykonuje się ok. 150 rocznie”.


Współpraca klinik



Mąż pacjentki, pan Krzysztof, wspomina, że tuż przed zabiegiem pani Małgorzata była już w bardzo złym stanie. Niewydolne serce i nerki uniemożliwiały jej normalne funkcjonowanie. W końcu udało się znaleźć odpowiedniego dawcę dla obu zabiegów. Operację przeprowadzono w USK 25 maja. „Zabieg był skomplikowany. Przeprowadzono retransplantację serca i transplantację nerki, a trzeba zaznaczyć, że trudno jest przeszczepić serce przy niefunkcjonujących nerkach i odwrotnie – nerki przy niewydolnym sercu. Tylko dzięki temu, że w naszym szpitalu pracuje tylu wspaniałych specjalistów, można było zorganizować taki zabieg w jednym miejscu i o jednym czasie” – mówi prof. dr hab. Oktawia Mazanowska, kierownik Oddziału Transplantacji Nerek.

Jak zaznacza prof. dr hab. Waldemar Goździk, kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii, sukces operacji tkwi także w umiejętności dobrej organizacji współpracy między klinikami: „To było ogromne wyzwanie dla wszystkich zespołów, najlepszy przykład interdyscyplinarnej działalności, jaka jest możliwa w szpitalu. Pacjentka leżała na naszym oddziale dość długo, 6 tygodni, zmagaliśmy się z perturbacjami wynikającymi z problemów wielonarządowych, ale ostatecznie opuściła go w bardzo dobrym stanie”.


Ponad 100 osób zaangażowanych



Wagę odpowiedniej koordynacji działań podczas przeszczepów jednoczasowych podkreśla też prof. dr hab. Dariusz Janczak, kierownik Kliniki Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej, Prorektor UMW: „Transplantologia to wyjątkowa dziedzina medycyny interdyscyplinarnej, która łączy umiejętności wielu specjalistów. Jedynie dysponując kompetentnymi zespołami, można myśleć o tym, by przeprowadzać tak trudne operacje. Niewydolność serca często wyklucza możliwość przeszczepienia nerki i odwrotnie, niewydolne nerki mogą uniemożliwić przeszczep serca. To dla osób takich jak nasza pacjentka musimy przekraczać kolejne granice i przeprowadzać te pionierskie zabiegi. Jednoczasowa transplantacja to duże wyzwanie logistyczne, współpraca anestezjologów, nefrologów, kardiologów i chirurgów musi być doskonale zgrana. Najpierw przeszczepione zostało serce, później chwila przerwy i wykonaliśmy przeszczep nerki. Łącznie cały zabieg zajął ok. 6 - 7 godzin.”

Dobra współpraca klinik była konieczna również na etapie pooperacyjnym. Opieka nad pacjentką po przeszczepie serca i nerki to ciągłe balansowanie. Jak mówi dr hab. Dorota Kamińska z Kliniki Nefrologii i Medycyny Transplantacyjnej, niektóre leki dobrze działające na serce – źle wpływają na nerki, a te sprzyjające nerkom mogą niekiedy obciążać serce. Wszystko wymaga więc stałego monitorowania i bieżącego dostosowywania leków. Bez dobrego przepływu informacji i odpowiedniej koordynacji działań nie byłoby to możliwe. Szacuje się, że w kompleksowe zorganizowanie zabiegu transplantacji serca zaangażowanych może być w sumie nawet ponad 100 osób. W przypadku zabiegu jednoczasowej retransplantacji i transplantacji – jest ich znacznie więcej.


Świadomość społeczna



Odpowiednie zaplecze sprzętowe, wybitni specjaliści i ich harmonijna współpraca – połączenie tych czynników sprawiło, że teraz, po 3 miesiącach, pacjentka może już wrócić do domu, gdzie czekają na nią najbliżsi. Pozostanie pod stałą opieką naszego ośrodka. Jednak wszystko to miało szansę wydarzyć się jedynie dzięki temu, że znalazł się odpowiedni dawca. Dlatego tak ważna jest nieustanna edukacja społeczeństwa w kwestii donacji narządów. Bez odpowiedniej świadomości społecznej, możemy nie mieć więcej okazji do przeprowadzenia takich zabiegów - mówi Mateusz Rakowski, koordynator ds. transplantacji serca.





Fot. z konferencji: Tomasz Walów / USK
Fot. z operacji: dr Maciej Bochenek / USK
 
Uniwersyteckie Centrum Wsparcia Badań Klinicznych – tu nauka łączy się z troską o pacjenta

Uniwersyteckie Centrum Wsparcia Badań Klinicznych – tu nauka łączy się z troską o pacjenta



– Badania kliniczne stanowią ważny obszar dla strategii rozwoju Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W ostatnich latach podejmujemy intensywne działania, by prowadzić jak najwięcej takich badań, zwłaszcza inicjowanych przez naszych naukowców, których wyniki bezpośrednio przełożą się na praktykę kliniczną i zdrowie pacjentów. Chcemy, by badania kliniczne, których wyniki są dzisiaj podstawą rekomendacji terapeutycznych i diagnostycznych w medycynie, odbywały się tutaj na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu, żeby one były inicjowane przez naszych naukowców – mówił rektor UMW prof. Piotr Ponikowski podczas oficjalnego otwarcia Uniwersyteckiego Centrum Wsparcia Badań Klinicznych we Wrocławiu wraz z Ośrodkiem Faz Wczesnych 1 czerwca br. Jest to wyspecjalizowana jednostka, zapewniająca kompleksowe wsparcie badań klinicznych – komercyjnych i niekomercyjnych. Powstała jako wspólne przedsięwzięcie Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego, dzięki dofinansowaniu ze środków Agencji Badań Medycznych.

– Wrocławskie Centrum jest siódmym takim ośrodkiem w Polsce – poinformował obecny na uroczystości otwarcia prezes ABM dr hab. Radosław Sierpiński . – Tworzą one Polską Sieć Badań Klinicznych, którą planujemy sukcesywnie rozszerzać. Ostatecznie sieć będzie się składać z 20 ośrodków, dysponujących jednolitymi standardami i zapewniających polskim pacjentom dostęp do innowacyjnych terapii. Po utworzeniu tej sieci Polska naprawdę ma szansę stać się liderem w Europie Środkowo-Wschodniej, jeżeli chodzi o badania kliniczne.

Wojciech Murdzek, sekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji i Nauki i pełnomocnik rządu do spraw reformy funkcjonowania instytutów badawczych podkreślił wagę przedsięwzięcia ABM w kontekście całego systemu ochrony zdrowia: – Okres pandemii pokazał wyraźnie, jak bardzo obszar zdrowia jest wrażliwy i ważny także w konteście bezpieczeństwa narodowego – ocenił Murdzek. – W idei takich ośrodków, jaki dziś otwieramy, ważne jest bezpośrednie połączenie nauki z troską o dobro pacjentów.
Uruchomiony 1 czerwca br. Ośrodek Faz Wczesnych będzie służył prowadzeniu badań klinicznych oceniających bezpieczeństwo i skuteczność nowoczesnych terapii we wczesnym etapie ich rozwoju, m.in. badania typu first-in-human, badania biorównoważności, badania monitorujące eskalację dawki, interakcje międzylekowe, badania typu proof-of-concept, badania wymagające ścisłego monitorowania farmakokinetyki/farmakodynamiki. Uruchomienie Ośrodka Faz Wczesnych umożliwi przełożenie odkryć laboratoryjnych na działania kliniczne, mające bezpośredni wpływ na opiekę zdrowotną.

– Bez tzw. badań wczesnych faz (I i II), dalsze etapy w badaniach klinicznych nie byłyby możliwe – wyjaśnia dyrektor UCWBK Marta Duda-Sikuła. – Podczas fazy I nowy produkt badany jest po raz pierwszy, podawany ludziom (zwykle są to zdrowi ochotnicy). Ocenia się bezpieczeństwo badanej substancji: jej wchłanianie, wydalanie, ewentualną toksyczność oraz interakcje z innymi przyjmowanymi substancjami (pokarmami, lekami). Podczas fazy II badany produkt podaje się po raz pierwszy pacjentom cierpiącym na konkretną chorobę, będącą przyszłym wskazaniem terapeutycznym. Na tym etapie badań określa się, czy lek działa w określonej grupie chorych oraz czy jest dla nich bezpieczny. Ustala się tu też optymalną dawkę leku – czyli taką, która zapewnia jego największą skuteczność przy jak najmniejszej ilości działań niepożądanych.
Do tej pory badania faz wczesnych były prowadzone głównie w wyspecjalizowanych ośrodkach komercyjnych. Centrum umożliwia przeprowadzenie takich badań na UMW, dzięki ścisłej współpracy środowiska akademickiego i klinicystów.

Centrum wraz z Ośrodkiem Faz Wczesnych posiada specjalistyczną kadrę oraz niezbędne zaplecze infrastrukturalne, nowoczesną przestrzeń biurową i kliniczną. W skład jego zespołu wchodzą lekarze, pielęgniarki, specjaliści z zakresu farmacji, farmacji klinicznej, biotechnologii, koordynowania badaniami klinicznymi i zarządzania projektami.

W Uniwersyteckim Centrum Badań Klinicznych prowadzone są obecnie głównie niekomercyjne badania kliniczne, w których UMW pełni rolę sponsora lub jednostki prowadzącej badania na zlecenie sponsora Academic Research Organisation (ARO). Aktualnie realizowanych jest 10 badań niekomercyjnych z zakresu kardiologii, onkologii i hematologii. 5 z nich finansowanych jest ze środków Agencji Badań Medycznych.
Dodatkowo Centrum zaangażowane jest w szkolenie nowych adeptów badań klinicznych. W partnerstwie z Agencją Badań Medycznych oraz Stowarzyszeniem na Rzecz Dobrej Praktyki Badań Klinicznych w Polsce prowadzi studia podyplomowe „Niekomercyjne Badania Kliniczne - projektowanie, realizacja i zarządzanie” . Studia te są częścią projektu „Akademia Badań Klinicznych – rozwój kompetencji zespołów badawczych w podmiotach leczniczych świadczących usługi szpitalne oraz lekarzy zatrudnionych w placówkach podstawowej opieki zdrowotnej”.

Badania realizowane w UCWBK:



„Wpływ dożylnego leczenia karboksymaltozą żelazową na śmiertelność i chorobowość z przyczyn sercowo-naczyniowych, oraz na jakość życia pacjentów z zawałem serca i towarzyszącym niedoborem żelaza - INFERRCT.”

„Międzynarodowy i wieloośrodkowy program leczenia chłoniaków limfoblastycznych (LBL) dla dzieci i nastolatków.”

„Wpływ nieodwracalnej elektroporacji wapniowej, elektrochemioterapii oraz elektroporacji (IRE-CaCl2, ECT oraz IRE) na jakość życia oraz przeżycie wolne od progresji u chorych na raka trzustki.”

„Development of an optimal strategy for the production and administration of CAR-T lymphocytes in adults and children with B-cell nonHodgkin lymphomas and acute lymphoblastic leukemia.”

„Zastosowanie specyficznych limfocytów przeciwwirusowych w leczeniu opornych zakażeń po allegenicznym przeszczepieniu hematopoetycznych komórek macierzystych.”

„Wieloośrodkowe, randomizowane, kontrolowane placebo badanie działania mirabegronu, nowego agonisty receptora ß3–adrenergicznego, na masę i funkcję rozkurczową lewej komory u pacjentów ze strukturalnymi chorobami serca.”

„Zastosowanie osocza ozdrowieńców w terapii chorych na Covid-19 wraz z metabolomiczną i laboratoryjną oceną postępu terapii osoczem - EPIC-19”.

„Badanie kliniczne I/II fazy autologicznej terapii genowej z użyciem krwiotwórczych komórek macierzystych w ciężkim złożonym niedoborze odporności wywołanym mutacją w obrębie genu RAG1 - RECOMB.”

„Profilaktyka Wtórna Chorób Sercowo-Naczyniowych u Osób Starszych - SECURE.”

„IntReALL HR 2010, niekomercyjne wieloośrodkowe badanie kliniczne nad leczeniem pierwszego nawrotu ostrej białaczki limfoblastycznej u dzieci.”

Więcej o UCWBK: http://ucwbk.umw.edu.pl


 
Prof. Piotr Ponikowski w światowym rankingu badaczy w medycynie
 
 
Terapia CAR-T refundowana dla dorosłych pacjentów z chłoniakiem
Informacja prasowa 30.04.2022 r

Terapia CAR-T refundowana dla dorosłych pacjentów z chłoniakiem



Pacjenci z nawracającym lub opornym na leczenie chłoniakiem rozlanym z dużych komórek B (DLBCL) od 1 maja będą mieli dostęp do refundowanej nowatorskiej terapii CAR-T. Dla wielu chorych, u których standardowe metody leczenia okazały się nieskuteczne, oznacza to szansę na długotrwałą remisję lub całkowite wyzdrowienie. Chłoniak DLBCL to już druga choroba, w której CAR-T w Polsce będzie finansowana przez NFZ. Od 1 września 2021 roku z refundowanej terapii mogą korzystać pacjenci do 25 r. ż. z ostrą białaczką limfoblastyczną z komórek B.

– To zupełnie inna populacja chorych, dotychczasowa refundacja dotyczyła głównie dzieci chorych na białaczkę, a teraz szansę dostają dorośli, cierpiący na bardzo agresywną i trudną do leczenia formę chłoniaka – mówi prof. Anna Czyż z Katedry i Kliniki Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku Uniwersytetu Medycznego i Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Z refundowanej CAR-T będą mogli skorzystać ci chorzy na DLBCL, którzy nie odpowiadają na co najmniej dwie linie leczenia standardowego. Do tej pory niewiele mieliśmy im do zaoferowania. Terapia CAR-T, w której wykorzystuje się odpowiednio zmodyfikowane komórki własnego układu odpornościowego chorego, daje bardzo dobre efekty – dzięki niej uzyskuje się długotrwałe odpowiedzi u ponad 40 proc. pacjentów w tej grupie chorych. Ze względu na wysokie koszty dla naszych pacjentów była niedostępna. Dzięki refundacji to się zmieni, co bardzo nas cieszy.

CAR-T polega na modyfikacji genetycznej limfocytów T pobranych od chorego w taki sposób, by „nauczyły się” rozpoznawać komórki nowotworowe i je niszczyć. Proces modyfikacji odbywa się poza organizmem pacjenta, w specjalistycznych laboratoriach w USA i Europie, a cała procedura jest skomplikowana także pod względem logistycznym.

Prof. Anna Czyż ocenia, że we wrocławskiej klinice rocznie leczonych jest kilkunastu chorych na chłoniaka opornego na dotychczas stosowane metody leczenia, co jest wskazaniem do refundowanej terapii CAR-T. Obecnie Klinika Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku USK jest w trakcie procesu certyfikacji producenta terapii CAR-T.

– Mamy nadzieję, że zakończy się on jeszcze w tym roku i będziemy mogli stosować tę nowatorską metodę na miejscu – dodaje prof. Czyż. – Do tego czasu będziemy kierować naszych pacjentów do jednego z ośrodków już certyfikowanych, znajdujących się najbliżej miejsca zamieszkania chorego. W Polsce obecnie certyfikację do stosowania CAR-T w obu wskazaniach ma 6 ośrodków. Dla dzieci jedynym pozostaje Klinika Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, która w 2019 r., jako pierwsza w Polsce przeszła proces certyfikacji, potwierdzający gotowość do leczenia terapią genową CAR-T pacjentów pediatrycznych, z oporną lub nawrotową ostrą białaczką limfoblastyczną (ALL). Komórki CAR-T zostały po raz pierwszy zastosowane w 2020 r. u 11-letniego chłopca, zmagającego się z białaczką przez siedem lat. Przez ten okres otrzymał on wszelkie możliwe formy terapii, w tym dwie allogeniczne transplantacje komórek krwiotwórczych od dwóch różnych dawców. Pierwsza terapia była możliwa jedynie dzięki darczyńcom – kosztowała ok. 1,3 miliona zł.  Od tamtej pory trzynaścioro dzieci otrzymało leczenie: jedenaście z nich żyje i ma się dobrze.

 
Chirurgia robotyczna to narzędzie, które wprowadza nas w XXI wiek
Informacja prasowa 12.04.2022

Krajowy konsultant w dziedzinie urologii: chirurgia robotyczna to narzędzie, które wprowadza nas w XXI wiek



Minister zdrowia zapowiedział we Wrocławiu (8 kwietnia) wprowadzenie operacji przy użyciu robota do publicznego systemu opieki zdrowotnej i ich re-fundowanie według specjalnie wyliczonej taryfy. Pierwszą w Polsce re-fundowaną procedurą robotyczną jest operacyjne leczenie raka prostaty. Rozporządzenie w tej sprawie weszło w życie 1 kwietnia.

– Brak refundacji procedur robotycznych był dotychczas piętą achillesową polskiej urologii – mówi prof. Tomasz Szydełko, krajowy konsultant w dziedzinie urologii, kierownik Uniwersyteckiego Centrum Urologii USK. – Na świecie w uroonkologii roboty są standardem. Za ich pomocą wykonuje się w niektórych krajach zdecydowaną większość operacji. W Polsce niewielu pacjentów z nowotworami układu moczowego i płciowego ma wykonywany zabieg tą techniką. Z powodu braku refundacji zwykle odbywa się to w ośrodkach komercyjnych, a więc dla pacjenta odpłatnie. Konieczne jest zapewnienie dostępu do nowoczesnych metod operacyjnych wszystkim chorym. Rozwój robotyki jest kierunkiem, który powinien wprowadzić rodzimą urologię w XXI wiek.

Prof. Szydełko wyjaśnia, że operacje robotyczne w urologii są bardziej przyjazne dla pacjenta i prowadzą do lepszych rezultatów. Jest to przede wszystkim kwestia precyzji wykonania operacji. Dzięki niej zabiegi są bezpieczniejsze dla pacjenta, wiążą się z mniejszą utratą krwi, mniejszym ryzykiem powikłań i krótszym okresem rekon-walescencji. Dzięki stosowaniu technik robotycznych np. osiąga się bardziej korzystne parametry czynnościowe po operacji.

Konsultant krajowy w dziedzinie urologii z zadowoleniem przyjął wprowadzenie od kwietnia br. refundacji pierwszej procedury robotycznej. Dotyczy ona operacyjnego leczenia raka prostaty, a więc występującego najczęściej na świecie raka u mężczyzn.

Jedną ze spraw, jakie uważa za najpilniejsze do rozwiązania jako krajowy konsultant, prof. Tomasz Szydełko wymienia m.in. zmianę finansowania niektórych pro-cedur medycznych i uwzględnienie nowych, w tym biopsji fuzyjnej raka prostaty czy giętkiej cystoskopii, stosowanych w diagnostyce.

– Kolejna sprawa dotyczy edukacji, a wiąże się z właściwym postrzeganiem onkologii urologicznej i odpowiednim kierowaniem pacjenta – mówi prof. Tomasz Szydełko. – Urolodzy zajmują się leczeniem chorób układu moczowego u obu płci i płciowego u mężczyzn, ale wielu pacjentów z tymi problemami nie trafia bezpośrednio do uro-loga, tylko do lekarzy innych specjalności, np. do onkologów. Niewątpliwie wydłuża to drogę pacjenta do podjęcia skutecznego leczenia. Nawet, jeśli ostatecznie leczy go urolog, to zbyt często trwa to zbyt długo. Oczywiście, wiele nowotworów układu moczowego i płciowego musi być leczonych interdyscyplinarnie i konieczna jest współpraca z onkologami lub radioterapeutami. Jednak żeby był to proces rozsądny i najlepszy dla pacjenta, ktoś ten proces powinien koordynować od etapu rozpozna-nia, poprzez leczenie, aż po nadzór i rehabilitację. W przypadku tego rodzaju nowo-tworów bez wątpienia powinien to być urolog.

Współczesna urologia zajmuje się przede wszystkim leczeniem nowotworów układu moczowego i płciowego, więc w tym kontekście coraz częściej mówimy nie o urologii, a o uroonkologii. Najczęstsze z nich to nowotwory gruczołu krokowego (prostaty, stercza), pęcherza moczowego i nerki. Ich leczenie to 70-80 proc. procedur wykonywanych w urologii, pozostałą część stanowią m.in. operacje wad wrodzonych czy leczenie kamicy układu moczowego.

Prof. Tomasz Szydełko został powołany na stanowisko konsultanta krajowego w dziedzinie urologii 18 marca br.


 
Ból to problem interdyscyplinarny

Ból to problem interdyscyplinarny


Ponad 200 specjalistów weźmie udział w międzynarodowej konferencji naukowo-szkoleniowej „Integracyjna Medycyna Bólu”, która odbędzie się 8-9 kwietnia we Wrocławiu pod patronatem naukowym Katedry i Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Wśród uczestników znajdą się nie tylko członkowie zarządu Polskiego Towarzystwa Badania Bólu oraz anestezjolodzy, którzy najczęściej zajmują się leczeniem bólu, ale też lekarze innych medycznych specjalizacji: m.in. ortopedzi, neurolodzy, lekarze rodzinni. Ból jest bowiem problemem wielodyscyplinarnym, a jego prawidłowe leczenie często wymaga współpracy specjalistów różnych dziedzin.

Jedna z sesji będzie dotyczyła bólów krzyża, a temat nie jest przypadkowy:

– Podczas konferencji będziemy omawiać wiodące tematy dotyczące leczenia bólu, a do takich właśnie należą bóle krzyża – mówi prof. Andrzej Kübler z komitetu organizacyjnego i naukowego konferencji, koordynator Centrum Leczenia Bólu i Opieki Paliatywnej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu i członek zarządu Polskiego Towarzystwa Badania Bólu. – Obok bólów głowy to najczęstszy powód zgłaszania się do lekarzy pacjentów z powodu fizycznego cierpienia. Ból przewlekły dotyka nawet 1/3 populacji w Europie, a jednocześnie w dużej mierze nie jest właściwie leczony – o ile w ogóle jest leczony, ponieważ wielu cierpiących nie otrzymuje żadnej specjalistycznej pomocy. Z tego powodu pacjenci zbyt często uciekają się do samoleczenia, zwykle związanego z nadużywaniem środków przeciwbólowych lub też odwiedzają różnych lekarzy, którzy niezależnie od siebie przepisują im leki. Wśród „rekordzistów” Poradni Leczenia Bólu USK mamy osoby, zażywające jednocześnie 20-30 tego rodzaju środków. Takie postepowanie nie tylko nie jest skuteczne, ale ponadto powoduje liczne skutki uboczne, katastrofalne dla zdrowia.

Specjaliści leczenia bólu od lat walczą o to, by ból przewlekły, który potrafi dosłownie niszczyć życie człowieka, był traktowany, jako odrębna choroba i leczony w sposób zintegrowany. Współczesna medycyna dysponuje bowiem wieloma narzędziami, dzięki którym można skutecznie uśmierzać ból. To nie tylko leki, ale także m.in. fizjoterapia czy psychoterapia, które wciąż pozostają niewykorzystywane w odpowiednim stopniu.

Czy niewłaściwe leczenie bólu jest polską „specjalnością” i jak wypadamy pod tym względem na tle innych krajów? Odpowiedzi na te pytania będzie można zapewne znaleźć podczas wyjątkowej sesji, na której spotkają się specjaliści z Polski i Niemiec, by porównać systemy działające w obu krajach.

– Ciekawostką jest fakt, że wszyscy nasi goście z Niemiec są z pochodzenia Polakami i urodzili się we Wrocławiu. Ta sesja będzie prowadzona w języku polskim – dodaje prof. Andrzej Kübler.

Więcej informacji o konferencji: https://imb2022.econgress.pl

 
ECMO
Informacja prasowa 15.03.2022

ECMO uratowało dziesiątki chorych na COVID-19



Ponad 40 pacjentów z COVID-19 zostało poddanych terapii ECMO w Klinice Anestezjologii i Intensywnej Terapii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu w czasie III i IV fali pandemii. Choć samo ECMO nie leczy, jego stosowanie obarczone jest dużym ryzykiem powikłań i wysoką śmiertelnością, to jednak pozwoliło uratować wiele ludzkich istnień. Szef kliniki prof. Waldemar Goździk nie ma wątpliwości: pacjenci, którzy wyzdrowieli dzięki ECMO, bez tej procedury nie mieliby najmniejszych szans na przeżycie.

Jeszcze kilka lat temu pozaustrojowe utlenowanie krwi (ECMO) było stosowane w Polsce dość rzadko. W kardiochirurgii wykorzystywano je do wspomagania krążenia (ECMO żylno-tętnicze), a w leczeniu ostrej niewydolności oddechowej, np. w przypadku grypy (ECMO żylno-żylne). Dopiero pandemia COVID-19 spowodowała prawdziwy boom na tę metodę.

– Szerzej zaczęliśmy korzystać z ECMO podczas pandemii grypy AH1N1, ale i wówczas były to pojedyncze przypadki pacjentów z ciężką niewydolnością oddechową – mówi prof. Waldemar Goździk. – W USK długo wystarczało nam jedno urządzenie dla pacjentów kardiochirurgicznych. W czasie pandemii COVID-19 zdarzało się, że jednocześnie pracowało 7 takich aparatów – 5 naszych i 2 pożyczone z innych ośrodków. Infekcja SARS-CoV-2 powodowała u wielu osób tak ciężką niewydolność oddechową, że ECMO stało się jedyną szansą na ich uratowanie, gdy wyczerpano wszelkie inne możliwości leczenia.

W tym kontekście ECMO jest właściwie terapią ostatniej szansy. Sama metoda nie leczy, ale zastępując na jakiś czas pracę niewydolnych płuc lub serca, daje czas, konieczny na ich leczenie i regenerację. W przypadku pacjentów covidowych, których płuca są często niemal doszczętnie zniszczone, trwa to czasem wiele tygodni. A im dłuższa terapia, tym większe ryzyko powikłań. Ich lista jest długa: od wszelkiego rodzaju zakażeń, poprzez powikłania krwotoczne, po narządowe. Kiedy nieświadomy pacjent leży wiele dni podłączony do urządzenia, które wypompowuje z jego organizmu 5 l krwi na minutę, jego życie nie zależy wyłącznie od techniki. Kluczowa jest praca lekarzy oraz pielęgniarek, i to wielu specjalności. Poza anestezjologami, którzy czuwają nad pacjentem nieustannie, konieczne jest wsparcie radiologów, neuroradiologów, torakochirurgów, chirurgów naczyniowych, a nawet położników, gdy pacjentką jest ciężarna, jak to miało miejsce kilkakrotnie w USK.

– Nie wszystkich, niestety, udaje się uratować, pomimo użycia ECMO – przyznaje szef kliniki. – Przeżywalność pacjentów na ECMO w naszym szpitalu wynosi ok. 50 proc. i jest to bardzo doby wynik, porównywalny z wynikami leczenia w najlepszych ośrodkach na świecie.

Ponieważ terapia ECMO jest inwazyjna i ryzykowna, kryteria kwalifikacji pacjentów muszą być precyzyjnie określone. Nie każdego można podłączać do urządzenia. Wskazania i wykluczenia są ściśle zdefiniowane i określają warunki, które dają pacjentowi największą szansę na przeżycie tej bardzo trudnej terapii. Szanse takie niweczy na przykład wcześniejsza długotrwała wentylacja mechaniczna czy nawet wielodniowa terapia wysokoprzepływowa z użyciem bardzo wysokich stężeń tlenu.

– Kolosalne znaczenie ma waga pacjenta – dodaje prof. Waldemar Goździk. – Duża otyłość dyskwalifikuje do tej terapii, ponieważ nie jesteśmy w stanie z pomocą ECMO uzyskać przepływów krwi, gwarantujących zabezpieczenie bieżących potrzeb metabolicznych chorego. Kierujemy się też kryterium wieku, określając górną granicę na 60 lat. Większość pacjentów, u których zastosowaliśmy ECMO w naszej klinice, była w wieku 30-55 lat. Najstarsze osoby miały 60 lat, najmłodsze ok. 20. Łączyło ich coś jeszcze: bez wyjątków byli to pacjenci niezaszczepieni przeciwko COVID-19. To kolejny dowód na to, jak skutecznie szczepienie zabezpiecza przed najcięższym przebiegiem choroby. W całej grupie leczonych u nas pacjentów, których było ponad 200, tylko pojedyncze przypadki osób, trafiły do nas ze skrajną niewydolnością płuc pomimo szczepienia. Wszyscy ci pacjenci mieli poza zakażeniem Sars-CoV-2 bardzo poważne schorzenia towarzyszące, głównie onkologiczne i hematologiczne.

 
Po pierwsze ratować, po drugie organizować przyszłość

Po pierwsze ratować, po drugie organizować przyszłość

 

Leczenie wojennych uchodźców z Ukrainy, w tym chorych onkologicznie dzieci; pomoc medyczna w miejscach, do których przybywają; organizowanie zbiorek na rzecz szpitali bombardowanych miast, w których brakuje już dosłownie wszystkiego; inicjatywa medyków sądowych, którzy chcą dokumentować zbrodnie wojenne; prace nad opracowaniem kalendarza szczepień dla ukraińskich dzieci, by mogły bezpiecznie chodzić do polskiej szkół, żłobków i przedszkoli. To tylko kilka przykładów akcji pomocy Ukrainie, organizowanych przez Uniwersytet Medyczny i Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu, które zareagowały natychmiast po ataku Rosji na naszego sąsiada.

– Najważniejsze, żeby pomoc, którą kierujemy do uchodźców, była świadoma, dobrze przemyślana i zorganizowana. Pomagajmy mądrze, by nie zmarnować ogromnego potencjału dobrej energii, która ujawniła się w ostatnich dniach. Ta sytuacja nie skończy się za chwilę, musimy mieć tego świadomość – mówi rektor UMW prof. Piotr Ponikowski. – Niech każdy robi to, na czym najlepiej się zna. My znamy się na opiece zdrowotnej i na tym się koncentrujemy.

Już w pierwszym dniu rosyjskiej agresji na Ukrainę Poradnia Zdrowia Psychicznego USK we Wrocławiu uruchomiła konsultacje dla obywateli Ukrainy potrzebujących wsparcia psychiatry w swoim języku. Rektor UMW powołał zespół ds. koordynacji pomocy Ukraińcom ze strony UMW i USK. Jego szefem został prof. Tomasz Zatoński.

– W całym swoim dorosłym życiu nie sądziłem, że kiedykolwiek doczekam sytuacji tak tragicznej, a jednocześnie wymagającej tak zorganizowanego działania – przyznaje prof. Tomasz Zatoński. – To nie tylko doraźne działania, tak oczywiste, jak ratowanie ludzkiego życia. Trzeba też przewidywać problemy, jakie pojawią się w najbliższej przyszłości w związku z tą gigantyczną falą wojennych uchodźców, z których część u nas zostanie. Jesteśmy w stałym kontakcie z wojewodą, marszałkiem województwa i prezydentem Wrocławia.

Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu jest jednym z ośrodków wyznaczonych przez rząd do zaopatrzenia medycznego ofiar wojny. Od jej wybuchu na SOR USK codziennie zgłasza się po kilkadziesiąt osób, które uciekły z Ukrainy i potrzebują medycznej pomocy. Część z nich trafia na szpitalne oddziały. Na razie nie są to ranni, ale widząc bestialskie ataki rosyjskiego wojska na zwykłych ludzi, trzeba się liczyć z tym, że to tylko kwestia czasu. W pierwszych dniach marca ośmioro najciężej chorych onkologicznie dzieci z Ukrainy przyjęła Klinika Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK we Wrocławiu. Niektóre wymagają przeszczepów komórek krwiotwórczych szpiku, inne kontynuacji leczenia onkologicznego. Takich dzieci zapewne będzie jeszcze wiele. Lekarze USK niosą pomoc medyczną ofiarom wojny także w innych miejscach, m.in. w akademiku przy ul. Wittiga we Wrocławiu, gdzie znaleźli schronienie uchodźcy. Wśród nich jest kilkudziesięcioro dzieci. Do bezinteresownej pomocy zgłosiło się 30 stażystów. Wśród nich są osoby z Ukrainy, co ułatwia porozumiewanie się z pacjentami w ich ojczystym języku.

Szpital rozpoczął także podawanie szczepionek przeciw Covid-19 osobom narodowości ukraińskiej dzieciom i dorosłym – zarówno w swoich punktach szczepień, jak i w Szczepciobusie. Nie muszą one wcześniej się rejestrować, a kwestionariusz wstępnego wywiadu dostępny jest w języku ukraińskim.

– Problem szczepień, nie tylko przeciwko COVID-19, jest także bardzo ważny w kontekście przyszłości – dodaje prof. Tomasz Zatoński. – Prace nad opracowaniem kalendarza szczepień dla ukraińskich dzieci, których rodzice zdecydują się zostać w Polsce, rozpoczął już zespół prof. Leszka Szenborna, kierownika Katedry i Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych UMW i USK.

USK uruchomił zbiórkę dla ukraińskich lecznic za pośrednictwem platformy Się Pomaga oraz Fundacji DOLFROZ. Informacje o tym, czego potrzebują lekarze z ukraińskich szpitali, docierają do UMW i USK za pośrednictwem pracowników pochodzących z Ukrainy. Pomoc trafi dla konkretnych lecznic. Za zebrane pieniądze kupione zostaną niezbędne rzeczy do ratowania życia pacjentów i zostanie zorganizowany transport. Pomoc dotrze też do rodzin pracowników szpitala i uczelni pochodzących z Ukrainy, którzy uciekają ze swojego kraju najczęściej tylko z podręcznym bagażem. Liczy się każda wpłata!

https://www.siepomaga.pl/usk-pomaga-ukrainie

lub

przelew na subkonto w Dolnośląskiej Fundacji Rozwoju Ochrony Zdrowia
nr 79 1240 1994 1111 0010 1861 8795 - koniecznie z dopiskiem: „darowizna na cele ochrony zdrowia – USK pomaga Ukrainie”.

foto_1 foto_1

 
Oni ratują życie – my pomóżmy im. USK we Wrocławiu wspiera szpitale na Ukrainie


Oni ratują życie – my pomóżmy im. USK we Wrocławiu wspiera szpitale na Ukrainie



Środki opatrunkowe, leki przeciwbólowe, wenflony, gips, szwy chirurgiczne,  rurki intubacyjne, koce ratownicze – to tylko niektóre rzeczy z długiej listy potrzeb ukraińskich szpitali, które wciąż działają w warunkach wojny. Personel medyczny nie opuścił pacjentów i stara się ratować ludzkie życie. Jest to coraz trudniejsze, a w niektórych oblężonych i bombardowanych miastach graniczy wręcz z cudem.

Każdy alarm przeciwlotniczy oznacza ewakuację – najczęściej do piwnic, które stały się schronami. Najciężej chorym pacjentom, którzy nie są w stanie przemieszczać się między piętrami,  w podziemiach szpitalnych organizuje się szpitalne łóżka na stałe. Ofiar wojny jest coraz więcej. Przybywa osób z ranami postrzałowymi, ranionych odłamkami, poparzonych, wymagających pilnych zabiegów lub chociaż uśmierzenia bólu.  
W szpitalach na Ukrainie brakuje dosłownie wszystkiego, także żywności i wody.  Dramatyczne relacje lekarzy z Kijowa, Tarnopola i wielu innych miejsc docierają do naszych pracowników bezpośrednio od kolegów, poznanych w zupełnie innych czasach, gdy świat wydawał się normalny. Podczas konferencji naukowych, w czasie wymian studenckich, towarzyskich spotkań. W jednej chwili rosyjska inwazja zamieniła ten świat w gruzy. Jedyne, co możemy zrobić, to pomagać. Wiemy, czego potrzebują lekarze z ukraińskich szpitali, ponieważ na bieżąco informują nas o swoich najpilniejszych potrzebach każdego dnia.  Pomoc trafi dla konkretnych lecznic, z którymi mamy kontakt.  Za zebrane pieniądze kupimy niezbędne rzeczy do ratowania życia pacjentów i zorganizujemy transport. Pomagamy też rodzinom naszych pracowników pochodzących z Ukrainy, którzy uciekają ze swojego kraju najczęściej tylko z podręcznym bagażem. Liczy się każda wpłata.
Pieniądze można przesłać na nasze subkonto w Dolnośląskiej Fundacji Rozwoju Ochrony Zdrowia
nr 79 1240 1994 1111 0010 1861 8795 - koniecznie z dopiskiem: „darowizna na cele ochrony zdrowia – USK pomaga Ukrainie”.

 
Światowy Tydzień Jaskry 6-12 marca

 


Informacja prasowa
2022-03-06


Jest jedną głównych przyczyn ślepoty na świecie. Rozwija się podstępnie, długo nie dając objawów. Nieleczona zawsze prowadzi do nieodwracalnej utraty wzroku. Jaskra, nazywana cichym złodziejem wzroku, to schorzenie, które w Polsce może dotyczyć nawet 1 miliona osób, ale połowa z nich o tym nie wie. Obchodzony od lat w początkach marca Światowy Tydzień Jaskry ma przede wszystkim poprawić społeczną świadomość problemu i przekonać, jak ważna jest profilaktyka.

– Regularne badania okulistyczne to jedyny sposób, by wykryć chorobę we wczesnym stadium, gdy jeszcze można zahamować jej rozwój, a w konsekwencji uratować wzrok – przekonuje prof. Marta Misiuk-Hojło, kierownik Katedry i Kliniki Okulistyki Uniwersytetu Medycznego i Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Okulistycznego. – W pełni rozwinięta jaskra jest chorobą nieuleczalną. Prowadzi ona bowiem do zaniku nerwu wzrokowego, a kiedy już do tego dojdzie, medycyna jest bezradna. Natomiast mamy skuteczne, a w dodatku mało uciążliwe, metody hamowania procesu chorobowego. Jest tylko jeden warunek: wdrożenie leczenia w odpowiednim momencie. Niestety, w Polsce większość pacjentów z jaskrą zgłasza się do okulistów zbyt późno.
Według ekspertów, liczba osób dotkniętych jaskrą w Polsce regularnie rośnie. Jeszcze przed kilku laty szacowano ją na kilkaset tysięcy, obecnie może sięgać nawet miliona. Niezmiennym pozostaje natomiast fakt, że blisko połowa jest niezdiagnozowana. Nie odczuwa objawów, nie ma nawyków profilaktyki, więc nie odwiedza okulisty. I powoli traci wzrok. Duży odsetek przypadków jaskry wykrywa się zupełnie przypadkiem, przy okazji innych badań.

Wśród czynników ryzyka zachorowania na jaskrę wymienia się m.in.: wiek powyżej 40. roku życia, choroby kardiologiczne, obecność jaskry w rodzinie, zaburzenia krążenia obwodowego, krótkowzroczność, ból głowy, a także długotrwały stres.

– Jednak w rzeczywistości na jaskrę może zachorować każdy, dlatego profilaktyczne badanie w kierunku tej choroby zalecamy wszystkim dorosłym powyżej 40 r. życia, którzy od roku nie byli – dodaje prof. Marta Misiuk-Hojło. – Badania w kierunku jaskry polegają na pomiarze ciśnienia wewnątrzgałkowego, analizie budowy dna oka oraz nerwu wzrokowego, a także zbadaniu pola widzenia i są refundowane przez NFZ.




 


 
4 marca - Światowy Dzień Otyłości
Informacja prasowa 04.03.2022

4 marca - Światowy Dzień Otyłości. Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie



– Od 1974 do 2016 r. liczba otyłych dzieci powyżej 5 roku życia wzrosła z 11 do 124 milionów, a ponadto 213 milionów dzieci miało nadwagę. Utrzymywanie się obecnego trendu, będzie skutkowało wzrostem otyłości i nadwagi szczególnie u dzieci najmłodszych. Polska obok Anglii należy do krajów europejskich o największym przyroście dzieci z nadwagą i otyłością – przestrzega prof. Anna Noczyńska, diabetolog, specjalista chorób dziecięcych, wieloletnia szefowa Kliniki Endokrynologii i Diabetologii Wieku Rozwojowego Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Prof. Noczyńska podkreśla, że otyłość jest drugą po paleniu tytoniu, najczęstszą przyczyną śmierci. Wskaźnik otyłości u dzieci rośnie wraz z wiekiem i wynosi:. 6,1% u 8 letnich chłopców oraz 14,85% u chłopców 16-17 letnich. U dziewcząt odpowiednio od 7,9% do 13,7%. Oznacza to, że jeden na sześciu chłopców i jedna na siedem dziewczynek ma nadwagę lub otyłość. U dzieci wrocławskich występowanie nadwagi i otyłości w klasach 1-5 szkoły podstawowej kształtuje się na poziomie 7-10 %, z przewagą u dziewczynek. W 2017 roku Polska znalazła się na 6 miejscu pod względem występowania nadwagi i otyłości u osób powyżej 18 roku życia ( 23,2%). Dramatyczny wzrost odsetka Polaków z nadwagą lub otyłością rozpoczyna się w 18-24 roku życia.

Wciąż trzeba przypominać, że otyłość to nie defekt kosmetyczny, jak uważa wielu rodziców, ale choroba:
– Otyłość jest chorobą wieloczynnikową, przewlekłą, wynikającą z zaburzeń mechanizmów odpowiedzialnych za przyjmowanie energii i jej wydatkowania – mówi prof. Anna Noczyńska. – Z otyłością wiąże się występowanie licznych zaburzeń metabolicznych, m.in. : zespół metaboliczny, cukrzyca typu 2, insulinooporność, dyslipidemia, zaburzenia tolerancji glukozy, nadciśnienie, choroby układu oddechowego a także niektóre nowotwory. Otyłość zwiększa ryzyko wystąpienia zaburzeń hormonalnych, zmian zwyrodnieniowych stawów i układu kostno-stawowego.
Głównymi czynnikami determinującymi otyłość są czynniki środowiskowe, dopiero w drugiej kolejności są to geny. Dlatego rodzice maja ogromny wpływ na to, czy ich dzieci będą miały prawidłową wagę. - Najczęściej konieczna jest zmiana stylu życia, modyfikacja diety oraz zwiększenie aktywności fizycznej – radzi diabetolog. – Należy jeść przy stole a nie podczas oglądania telewizji czy gry na komputerze. Zaleca się spożywanie 5 posiłków dziennie, ważne jest pierwsze śniadanie, które powinno być spożyte przed godz. 8.00, a drugie śniadanie w szkole. Należy całkowicie wyeliminować spożycie syropu glukozowo - fruktozowego, ograniczyć podjadanie wysokoenergetycznych przekąsek na korzyść warzyw i owoców, a słodzone napoje zastąpić wodą, herbatą, mlekiem. Spożycie warzyw i owoców powinno stanowić połowę porcji posiłku (pół talerza) a drugą połowę: jajka, chude mięso, ryby, makaron, ziemniaki, ryż. Warto wspomnieć o obserwowanym nie tylko u dzieci zjawisku „zajadania stresu” , którego przyczyną są najczęściej sytuacje rodzinne i niepowodzenia szkolne, skłaniające dziecko do sięgania po wysokoenergetyczne przekąski. Często niezbędna jest interwencja psychologa.

Otyłość definiujemy jako stan patologicznego nagromadzenia tkanki tłuszczowej w organizmie (powyżej 25% całkowitej masy ciała u kobiet i 20% u mężczyzn) przekraczające jego fizjologiczne potrzeby i możliwości adaptacyjne, mogący prowadzić do niekorzystnych dla zdrowia skutków

 
Zdrowotne konsekwencje po przebytym COVID-19 dopiero przed nami

Zdrowotne konsekwencje po przebytym COVID-19 dopiero przed nami



Od kilku tygodni zakażonych SARS-CoV-2 w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu jest coraz mniej i sytuacja epidemiologiczna pozostaje w miarę stabilna. Jednak wciąż prawie co piąty pacjent przyjmowany do szpitala z innego powodu, uzyskuje dodatni wynik testu. Lekarzy niepokoi ponadto rosnąca liczba pacjentów z nasilonymi objawami chorób przewlekłych po przechorowaniu COVID-19. Część z nich ujawnia się nawet po trzech miesiącach od infekcji.


– Od 2-3 tygodni spada liczba pacjentów zakażonych SARS-CoV-2 w naszym szpitalu, ale wciąż jest ich ponad stu – poinformował naczelny epidemiolog USK prof. Jarosław Drobnik. – 22 lutego w obu lokalizacjach (przy ul. Borowskiej i w szpitalu tymczasowym przy ul. Rakietowej) łącznie mieliśmy 135 pacjentów z COVID-19, w tym 19 dzieci. Liczba pacjentów pediatrycznych jest mniej więcej stała, co pokazuje, że COVID-19 jeszcze z nami pozostanie. Choć sytuacja epidemiologiczna w kraju bez wątpienia poprawia się, to nie do końca to widać na oddziałach zabiegowych.

– Jestem umiarkowanym optymistą w ogłaszaniu końca pandemii – przyznaje prof. Dariusz Janczak, kierownik Kliniki Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej USK, zarządzający podczas pandemii całym obszarem zabiegowym szpitala. – Nadal ok. 20 proc. pacjentów, którzy trafiają do nas w trybie ostrodyżurowym, okazuje się zainfekowana. To są pacjenci, którzy mają inne schorzenia i wymagają opieki specjalistycznej, więc nie możemy ich przekazać do szpitala tymczasowego, gdzie leczy się tylko COVID-19. Stworzyliśmy specjalny oddział pooperacyjny, w którym przebywają chorzy ze wszystkich oddziałów zabiegowych z jednoczesną infekcją. Tym, co nas najbardziej niepokoi, jest stale rosnąca liczba pacjentów, którzy trafiają do nas na ostry dyżur z powodu zaostrzenia chorób przewlekłych. Wiążemy to z przebytym zakażeniem wirusem SARS-CoV-2. Do nasilenia objawów choroby podstawowej dochodzi czasem po miesiącu, dwóch, a nawet trzech od infekcji. Dotyczy to głównie chorób sercowo-naczyniowych, obserwujemy znacznie więcej przypadków np. ostrych niedokrwień serca czy zakrzepicy. Niepokojący jest także wcześniej nieobserwowany stopień zaawansowania objawów. Trzeba się spodziewać, że ostateczne konsekwencje po przechorowaniu COVID-19 dopiero nas czekają.

Prof. Janczak zwraca uwagę także na gorsze efekty leczenia chorych po przebytym COVID-19. Wynika to z tego, że koronawirus powoduje uszkodzenie śródbłonka i zwiększa ryzyko zakrzepicy. A zatem u pacjentów obciążonych, naczyniowych, szczególnie z chorobami tętnic dochodzi do wykrzepiania, co powoduje, że lekarze często są bezradni.

W obliczu końcówki V fali pandemii można już podsumować, że USK udało się bez przerwy łączyć funkcje szpitala covidowego i „białego”, leczącego w tych trudnych warunkach wszystkich pacjentów. – Może nie przeszliśmy tej epidemii całkiem suchą nogą, ale też nie wpadliśmy w nią po same uszy – ocenił prof. Jarosław Drobnik. – Kryje się za tym gigantyczny wysiłek wielu osób, bez których zaangażowania to by się nie udało: zespołu zakażeń szpitalnych, ale i całego personelu, dyrekcji szpitala oraz rektora Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Chciałbym im wszystkim bardzo podziękować.

Naczelny epidemiolog USK podziękował także dziennikarzom, którzy od początku pandemii relacjonowali jej przebieg, nie tylko podczas cotygodniowych „covidowych” konferencji prasowych, organizowanych w każdy wtorek w USK. Spotkanie z dziennikarzami 22 lutego br. było ostatnim z tego cyklu. Przynajmniej taką mamy nadzieję.


 
Depresja przyczyną bólu, ból powodem depresji
Informacja prasowa 22.02.2022

Depresja przyczyną bólu, ból powodem depresji



Czy podłożem przewlekłego bólu może być stan depresyjny, czy też przeciwnie: fizyczne cierpienie powoduje smutek, wymagający już pomocy specjalisty? Na to pytanie naukowcy nie znają jednoznacznej odpowiedzi. Wiadomo natomiast, że istnieje wyraźna korelacja między bólem a depresją. Ponadto pacjenci nie zawsze są właściwie diagnozowani i leczeni pod tym kątem. Tymczasem ból przewlekły jest najczęstszą przyczyną wizyt u lekarzy i dotyka – według różnych szacunków – od 1/5 do nawet 1/3 populacji.

– Ból fizjologiczny jest sygnałem ostrzegawczym, że coś się dzieje w organizmie i z tego powodu jest przydatny – mówi prof. Andrzej Kübler, koordynator Centrum Leczenia Bólu i Opieki Paliatywnej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu i członek zarządu Polskiego Towarzystwa Badania Bólu. – Jednak jeśli trwa dłużej i przybiera postać przewlekłą, przestaje pełnić funkcję ostrzeżenia. W sensie medycznym nie jest pacjentowi potrzebny, niczego nie sygnalizuje, a jedynie przysparza cierpienia. Wówczas sam staje się odrębną chorobą i może całkowicie zmienić życie człowieka. Tak jest m.in. w przypadku migren, bólów krzyża, stawów, bólów neuropatycznych. Okazuje się, że u ok. połowy pacjentów z bólem przewlekłym występują objawy depresji. Wskazują na to liczne badania, ale też obserwujemy to zjawisko u pacjentów przyklinicznej Poradni Leczenia Bólu USK.

Nierozstrzygnięty pozostaje problem, co było pierwsze: ból czy depresja. Na pewno jest tak, że jeśli człowiek cierpi i nie ma dla niego odpowiedniego sposobu leczenia, a dodatkowo traci swoją pozycję w pracy i rodzinie, to mogą się u niego pojawić objawy depresji. Z drugiej strony, chorzy z rozpoznaną depresją ponadprzeciętnie często prezentują objawy bólu. Dowiedziono też, że ta choroba zwiększa wrażliwość na ból. Chorych na depresję bez wątpienia boli bardziej.

Ścisły związek depresji i bólu potwierdza także skuteczność niektórych leków antydepresyjnych w łagodzeniu przewlekłego bólu. Prof. Andrzej Kübler podkreśla jednak, że chodzi o pewną grupę leków o specyficznym działaniu i korzystna może być konsultacja lekarza leczącego ból ze specjalistą psychiatrii. To jedna z wielu sytuacji, które dowodzą, że leczenie bólu przewlekłego jest problemem wielodyscyplinarnym i powinno być prowadzone w sposób zintegrowany.

– Mamy też inne przykłady na to, jak ciało i psychika są ze sobą nierozerwalnie związane – dodaje specjalista leczenia bólu. – U wielu pacjentów mijają objawy depresji, gdy skutecznie leczymy ból, niekoniecznie za pomocą leków, ale np. rehabilitacji. Tak często jest w przypadku bólów krzyża, gdy udaje się je wyeliminować przez fizjoterapię, a jednocześnie pacjent odzyskuje dobry nastrój. W takich sytuacjach wyraźnie widać, że to nie leki pomogły, ale po prostu zniesienie bólu i związana z tym poprawa komfortu życia.

Podstawą skutecznego leczenia jest zawsze prawidłowa diagnoza. Tak samo jest z leczeniem bólu. Pacjenci, którzy zgłaszają się do przyklinicznej Poradni Leczenia Bólu USK, najpierw są poddawani szczegółowym badaniom. Najczęściej konieczne są konsultacje specjalistów różnych dziedzin, żeby dojść do pierwotnej przyczyny problemu. Wśród nich psycholog jest częstym gościem, a wiele dolegliwości fizycznych okazuje się mieć swoje źródło w psychice.

Prof. Andrzej Kübler, ubolewa, że mimo postępu medycyny w wielu dziedzinach, do leczenia bólu nie przywiązuje się należnej wagi. W Polce działa zaledwie 25 poradni, certyfikowanych przez Polskie Towarzystwo Badania Bólu i zapewniających pacjentom interdyscyplinarną diagnostykę oraz terapię. Potrzeby są znacznie większe. Dlatego tym bardziej ważne jest szkolenie medyków i przekazywanie im aktualnej wiedzy na temat diagnostyki i leczenia różnych postaci bólu w ujęciu integracyjnym i interdyscyplinarnym.

Najbliższa konferencja naukowo-szkoleniowa na ten temat „Integracyjna Medycyna Bólu” odbędzie się 8-9 kwietnia we Wrocławiu, a jej partnerem naukowym jest Katedra i Klinika Anestezjologii i Intensywnej Terapii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W komitecie organizacyjnym i naukowym zasiadają były i obecny kierownik tej jednostki: prof. Andrzej Kübler i prof. Waldemar Goździk.

 
Ambulans za 1 mln zł dla USK od miasta

Ambulans za 1 mln zł dla USK od miasta


Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk przekazał Uniwersyteckiemu Szpitalowi Klinicznemu we Wrocławiu 1 mln zł na zakup ambulansu medycznego wraz z wyposażeniem. Jest to ambulans marki Mercedes Benz Sprinter 419, wyposażony w sprzęt najnowszej generacji m.in.: defibrylator, respirator, system transportu pacjenta z noszami bariatrycznymi (o udźwigu do 320 kg), urządzenie do automatycznego uciskania klatki piersiowej, 4 pompy infuzyjne oraz krzesło trakcyjne.

Karetka będzie m.in. przewozić pacjentów z zagrożeniem zdrowia i życia z powodu COVID-19 między poszczególnymi lokalizacjami USK i innymi podmiotami leczniczymi na terenie Wrocławia. Służyć będzie także, jako dodatkowy mobilny punkt szczepień dla seniorów i osób mających trudności z poruszaniem się.

Dotychczas zespół wyjazdowy USK zaszczepił ponad pół tysiąca starszych osób, którym ze względu na wiek trudno byłoby dotrzeć do punktu sczepień poza domem. Wśród tych, którzy przyjęli szczepionkę we własnych mieszkaniach, była 100-latka oraz 96-letnia pani, odznaczona Orderem Orła Białego. Potrzeby nadal są duże - nasza karetka jeździ do wrocławskich seniorów raz w tygodniu.

- Dziękując panu prezydentowi za ten prezent, mogę powiedzieć, że Dolnoślązacy mogą czuć się lepiej - powiedział prof. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu podczas oficjalnego przekazania karetki przez Prezydenta Wrocławia, które odbyło się 18 lutego. - Mają bowiem hojnego prezydenta Wrocławia, a także taki ośrodek, jak Uniwersytecki Szpital Kliniczny, którego potencjał jest ogromny.

Dyrektor ds. lecznictwa otwartego USK we Wrocławiu Barbara Korzeniowska podkreśliła, że wsparcie ze strony władz miasta ma największe znaczenie dla pacjentów, dlatego dziękuje przede wszystkim w ich imieniu.
- Dzięki takiej karetce i innym urządzeniom, które mogliśmy kupić z przekazanych nam środków, poprawiamy jakość życia pacjentów i ich bezpieczeństwo - powiedziała Barbara Korzeniowska. - A po to właśnie jesteśmy.

Prezydent Jacek Sutryk zapewnił, że choć Wrocław nie jest organem założycielskim dla żadnego szpitala, to jednak nie zwalnia się z odpowiedzialności za ochronę zdrowia.
- W ubiegłym roku wsparliśmy wrocławskie szpitale kwotą 6 milionów złotych - podsumował prezydent Jacek Sutryk. - Jest to w rzeczywistości dar od wszystkich wrocławian.

Przekazany dziś oficjalnie nowoczesny ambulans jest już drugim, którym USK dysponuje dzięki wsparciu miasta. W 2020 roku ze środków przekazanych przez Prezydenta Wrocławia (1 mln zł) zakupiony został najnowocześniejszy w Polsce ambulans kontenerowy do przewozu osób z ostrą niewydolnością oddechową. Jest on wyposażony w respirator, a także umożliwia podłączenie pacjenta do urządzenia ECMO, zastępującego pracę płuc i serca, już w trakcie transportu do specjalistycznego ośrodka. USK wykorzystuje ten pojazd kilka razy dziennie.
- Ta karetka przejechała już 75 tysięcy kilometrów - powiedział prof. Waldemar Goździk, kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii USK we Wrocławiu. - Bardzo przydała się nam m.in. podczas najostrzejszej fazy pandemii, przewożąc ciężko chorych pacjentów do szpitala tymczasowego. Jestem przekonany, że nowy ambulans, także wyposażony w sprzęt najnowszej generacji do intensywnej terapii, w ciągu roku przejedzie podobna trasę.

Poza środkami na zakup pojazdów medycznych, miasto wsparło w ub. r. USK kwotą blisko 2,3 mln zł na specjalistyczne wyposażenie. Szpital przeznaczył te środki na:
- zakup kardiomonitora i głowicy USG dla Kliniki Neurologii USK - (37 tys. zł)
- zakup cyfrowego aparatu RTG dla Uniwersyteckiego Centrum Diagnostyki Obrazowej (1,2 mln zł)
- zakup innego sprzętu medycznego, m.in.:
* aparat USG (618 tys. zł), który umożliwia dokładną ocenę układu naczyniowego do Kliniki Angiologii, Nadciśnienia Tętniczego i Diabetologii USK.
* aparat USG (160 tys. zł) do Kliniki Chirurgii Urazowej i Chirurgii Ręki USK * 32 pompy infuzyjne.
foto_1 foto_1 foto_1 foto_1 foto_1

 
Zwiększone ryzyko zgonu u chorych z COVID-19 i udarem mózgu

Zwiększone ryzyko zgonu u chorych z COVID-19 i udarem mózgu


U pacjentów z udarem niedokrwiennym mózgu, do którego doszło w czasie jednoczesnej infekcji COVID-19, ryzyko zgonu w ciągu doby wrasta prawie trzykrotnie. Częściej dochodzi u nich do powikłań krwotocznych, gorzej przebiega późniejsza rehabilitacja. Ponadto tę grupę chorych wielokrotnie częściej dotyka udar żylny – to wnioski z analizy stanu zdrowia pacjentów Kliniki Neurologii z pododdziałem udarowym Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu zakażonych SARS-CoV-2 i hospitalizowanych z powodu udaru. Badanie, w którym brała udział Klinika Neurologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, trwało dwa lata i było częścią międzynarodowego projektu, prowadzonego w blisko 130 ośrodkach na całym świecie.

 

Doniesienia naukowców o związku infekcji koronawirusa z cięższym przebiegiem udaru niedokrwiennego mózgu pojawiły się już w pierwszych miesiącach pandemii. Pierwsze obserwacje potwierdzają analizy tysięcy przypadków. Badanie, w którym uczestniczyła Klinika Neurologii USK, objęło ponad 15 tysięcy osób leczonych z powodu udaru w 139 ośrodkach w Europie i poza nią: w Ameryce Północnej, Afryce i w Azji, a jego koordynatorem jest ośrodek portugalski.

 

– Analizowaliśmy przypadki tylko tych pacjentów, którzy przeszli udar, a jednocześnie mieli potwierdzoną infekcję COVID-19 przy przyjęciu do szpitala lub już w trakcie hospitalizacji okazali się dodatni – mówi dr Marta Nowakowska-Kotas z Kliniki Neurologii USK i dolnośląski konsultant w dziedzinie neurologii. – Z obserwacji naszej grupy badań wynika, że infekcja pogarsza rokowania pacjentów z udarem niedokrwiennym mózgu nawet wtedy, gdy przechodzą COVID-19 bezobjawowo.

 

Dotychczas naukowcy ustalili, że ryzyko zgonu z powodu udaru u pacjentów z COVID-19 w ciągu 24 godzin jest znacząco wyższe niż u osób bez infekcji. Częściej też udar dotyczy jednocześnie wielu naczyń wewnątrzczaszkowych (jest bardziej rozległy), rośnie też ryzyko powikłań krwotocznych, co znacznie utrudnia leczenie takiego chorego.

 

– Ujawnił się też kolejny problem: udar żylny, spowodowany zakrzepicą żył i zatok wewnątrzczaszkowych, którego ryzyko przy COVID-19 rośnie nawet 100-krotnie – dodaje dr Nowakowska-Kotas. – Warto podkreślić te statystyki, zwłaszcza w kontekście obaw przed niektórymi szczepionkami. Jeśli po podaniu szczepionki ryzyko powstania zakrzepicy (przy czym mówimy o samej zakrzepicy, a nie o udarze) wzrasta 10-krotnie, a w wyniku samej infekcji mamy sto razy większe ryzyko, to sprawa jest bezdyskusyjna. Zakażenie koronawirusem jest wielokrotnie bardziej niebezpieczne dla zdrowia i życia niż rzadkie zdarzenia niepożądane po szczepionce. Dlatego nieustannie zachęcamy do szczepień wszystkich, którzy jeszcze tego nie zrobili.

 

Neurolog podkreśla wciąż istniejący problem zbyt późnego zgłaszania się pacjentów z udarem do szpitala. Uniemożliwia to często zastosowanie skutecznych procedur reperfuzyjnych, pozwalających cofnąć objawy neurologiczne związane z udarem. Czas odgrywa tu kluczową rolę. Udrożnienie naczyń w mózgu poprzez trombolizę trzeba wykonać w ciągu 4,5 godzin od powstania udaru, a trombektomię mechaniczną – w ciągu 6 godzin. Niestety, wielu pacjentów trafia na oddział już po tym czasie. Jedni czekają, aż „samo przejdzie”, inni obawiają się szukać pomocy z powodu pandemii. Dotyczy to m.in. chorych na COVID-19.

 

– W Klinice Neurologii USK cały czas leczymy pacjentów z udarem. Specjalistyczną pomoc otrzymają niezależnie od tego, czy są zakażeni czy nie. Wobec pacjentów z COVID-19 stosujemy wszystkie niezbędne procedury bezpieczeństwa. Z udarem nie można czekać, aż minie infekcja – przestrzega dr Marta Nowakowska-Kotas.

foto_1

 

 
Nowatorska immunoterapia przeciwbiałaczkowa

Pierwszy raz w Polsce - nowatorska immunoterapia przeciwbiałaczkowa komórkami NK


Zespół Kliniki Transplantacji Szpiku, Hematologii i Onkologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu po raz pierwszy w Polsce przygotował i podał komórki układu odpornościowego NK. Zabieg wykonano 1 lutego br. u 18-latka z ostrą białaczką szpikową, u którego zawiodły wszystkie standardowe metody, łącznie z przeszczepieniem szpiku. Koncentrat komórek NK został przygotowany z krwi pobranej od ojca chłopca.

 

Komórki NK (ang. natural killer – urodzeni zabójcy) to komórki układu odpornościowego, które są zdolne do wykrywania i niszczenia obcych lub nieprawidłowych tkanek, w tym komórek nowotworowych. Jednak aktywność przeciwnowotworowa komórek NK jest kwestią indywidualną i zależy od różnorodnych genów. Leczenie osób, u których komórki NK słabo działają, można wspomóc, podając je z zewnątrz – wyizolowane z własnej krwi pacjenta lub z krwi zdrowego dawcy. Na świecie ta metoda jest stosowana od ok. 20 lat w najlepszych ośrodkach USA i Europy, ale w Polsce dotąd nie było takich możliwości.

 

– Naszym pierwszym pacjentem był 18-letni chłopiec, leczony od 2021 roku z powodu ostrej białaczki szpikowej – tłumaczy dr hab. Marek Ussowicz z Kliniki Transplantacji Szpiku, Hematologii i Onkologii Dziecięcej USK, który kierował zespołem zabiegowym. – Niestety, nie odpowiadał na standardowe metody leczenia. Kilka miesięcy temu przeszedł przeszczepienie szpiku, ale i ten zabieg nie przyniósł zadawalających rezultatów. Szansą dla tego pacjenta jest specjalna chemioterapia, której jednak w Polsce nie wykonujemy. Został zakwalifikowany do leczenia w Niemczech. Terapia komórkami NK , którą zrobiliśmy w naszej klinice, miała charakter pomostowy. Dzięki niej organizm pacjenta będzie lepiej przygotowany do chemioterapii i walki z nowotworem.

 

- W Niemczech pacjent będzie miał szansę na eksperymentalną terapię komórkami Uni-CAR-T anty CD123 w ramach badania klinicznego fazy I – podkreśla prof. dr hab. Krzysztof Kałwak – kierownik kliniki. - Być może kiedyś oprócz leczenia dzieci z ostrą białaczką limfoblastyczną komórki CAR-T będą również podawane pacjentom z ostrą białaczką szpikową w USK, a na razie cieszę się bardzo, że zespół pod kierownictwem dr hab. Marka Ussowicza rozwija terapię komórkową NK.

 

Procedura przygotowania i podania komórek NK trwała dwa dni. Najpierw pobrano od dawcy koncentrat leukocytów. Dawcą był ojciec pacjenta, który wcześniej także oddał mu szpik do przeszczepienia. Wybór nie był przypadkowy: u dawcy stwierdzono korzystny układ receptorów KIR związany z aktywnością przeciwnowotworową, który pozwala mieć nadzieję na przeciwbiałaczkową skuteczność przeprowadzonej terapii. Pobrane leukocyty zostały poddane dwuetapowemu oczyszczaniu. Ma ono na celu usunięcie limfocytów, które mogą wywołać chorobę przeszczep przeciwko gospodarzowi. Tak przygotowane komórki podano pacjentowi.

 

– Zabieg był bezpieczny i odbył się bez powikłań, ale wszyscy mieliśmy ciarki, że robimy coś nowego – przyznaje dr hab. Marek Ussowicz. – Chciałoby się powiedzieć, że to skok rozwojowy polskiej transplantologii, tak jak to było w przypadku wielu zabiegów wykonywanych w naszej klinice po raz pierwszy w Polsce. Tym razem musimy się przyznać do nadrabiania zaległości cywilizacyjnych. Mimo to cieszymy się, że jesteśmy w stanie wykonywać skomplikowane procedury. Chcemy walczyć o życie i zdrowie wykorzystując to, co jest najlepsze na świecie. Nasz zespół od wielu lat pracuje nad klinicznym znaczeniem komórek NK, niedługo na podstawie tych badań zakończy się doktorat jednej z badaczek. Terapię komórkami NK traktujemy jako dowód naszej zdolności do stosowania skomplikowanych metod leczenia i dobry punkt na drodze dalszego rozwoju immunoterapii przeciwnowotworowej.

 

We wszystkich procedurach związanych z zabiegiem uczestniczył zespół: dr hab. Marek Ussowicz, dr Kornelia Gajek, dr Blanka Rybka, mgr Renata Ryczan-Krawczyk, dr Monika Mielcarek-Siedziuk, dr Jowita Frączkiewicz.

 
Więcej chorych z COVID-19 w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu

Więcej chorych z COVID-19 w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu


Choć liczba zakażeń SARS-CoV-2 w Polsce spada, do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu od ok. tygodnia trafia coraz więcej zakażonych pacjentów. Intensywnie rośnie także odsetek dodatnich wyników testów na obecność koronawirusa, wykonywanych w tutejszym laboratorium.

 

– Dane z Dolnego Śląska wskazują, że przy spadającej liczbie zakażeń rośnie liczba hospitalizowanych z COVID-19. Wzrost ten jest ewidentny: 8 lutego w dolnośląskich szpitalach przebywało blisko 1500 pacjentów z COVID-19, podczas gdy jeszcze 31 stycznia było ich ok. 1100 – informuje Marcin Drozd, dyrektor ds. lecznictwa USK. – Podobną tendencję obserwujemy w USK. We wszystkich lokalizacjach, łącznie ze szpitalem tymczasowym, dziś (8 lutego) w USK hospitalizowane są 162 osoby zakażone SARS-CoV-2. 25 stycznia było ich 126. Wśród nich dominują pacjenci z wielochorobowością, zaburzeniami odporności i chorzy onkologicznie. Są to osoby, które wymagają specjalistycznego leczenia z innych powodów niż COVID-19, więc większości z nich nie możemy kierować do szpitala tymczasowego.

Do szpitala tymczasowego i na SOR przy ul. Borowskiej dziennie przyjmowanych jest 15-20 pacjentów, którzy okazują się dodatni. Część z nich nie ma żadnych objawów infekcji. Stan większości z tych, którzy obecnie trafiają do szpitala tymczasowego, jest na tyle dobry, że nie wymagają agresywnej tlenoterapii.

– Mimo to średni czas ich pobytu w szpitalu jest dość długi, wynosi ok. 12 dni – mówi koordynujący szpitalem tymczasowym dr Janusz Sokołowski. – Powody są różne, m.in. obserwujemy grupę pacjentów, leczonych wcześniej antybiotykami, co doprowadziło do „wyjałowienia organizmu”, wielu pacjentów ma także choroby współistniejące. Te osoby trudniej i dłużej się leczy.

O tym, że pandemia nie odpuszcza, świadczą też wyniki testów na obecność koronawirusa. W ciągu tygodnia laboratorium USK wykonuje ich ok. 3 tysięcy. Testowani są wszyscy pacjenci przyjmowani do szpitala, ale jest też wiele zleceń z zewnątrz (m.in. skierowania od lekarza POZ).

– Jeszcze kilka dni temu dodatni wynik dotyczył 1/3 badanych próbek, obecnie są to już 2/3 – informuje dr Danuta Wentycz-Domalewska, kierownik Laboratorium Biologii Molekularnej USK. – Coraz częściej pacjenci, wymazywani w związku z koniecznością przyjęcia do szpitala, okazują się zakażeni. W poprzednich falach pandemii były to pojedyncze osoby.

foto_1
 
Badanie w kierunku obecności wirusa HPV

Badanie w kierunku obecności wirusa HPV powinno być standardem w profilaktyce raka szyjki macicy


Tradycyjna cytologia to za mało, by w każdym przypadku wykryć raka szyjki macicy (RSM) we wczesnym stadium. Konieczne jest wprowadzenie do standardowego schematu screeningu tej choroby badania w kierunku obecności wirusa HPV – to najnowsze zalecania Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników. Zespół ekspertów PTGiP opracował nowy algorytm postępowania w badaniu przesiewowym RSM, w którym jednym z ważnych elementów jest właśnie wykrywanie wirusa brodawczaka ludzkiego. Lekarze i naukowcy postulują także, by to badanie było bardziej dostępne dla pacjentek, a więc refundowane przez NFZ.

 

Wczesne wykrycie RSM jest niezmiernie ważne, bo ten rodzaj nowotworu w początkowych stadiach jest uleczalny w stu procentach. O wadze problemu decyduje też aspekt społeczny: rak ten dotyczy głównie kobiet w wieku prokreacyjnym, a leczenie zaawansowanego RSM zamyka drogę do przyszłego macierzyństwa. Obecnie standardem badań przesiewowych RSM jest tzw. cytologia szkiełkowa. Zdaniem ekspertów – stanowczo niewystarczająca:

 

– Jest to badanie ważne, zwłaszcza gdy kobiety wykonują je regularnie – tłumaczy prof. dr hab. Mariusz Zimmer, kierownik II Kliniki Ginekologii i Położnictwa Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, prezes PTGiP ubiegłej kadencji, który przewodniczył zespołowi autorów nowego algorytmu. – Jednak od dawna znamy jego niedoskonałości. Pobrany od pacjentki materiał oglądany jest pod mikroskopem przez cytologa, który identyfikuje komórki nowotworowe. Próbki muszą być prawidłowo pobrane, oczyszczone, ważne jest też doświadczenie cytologa. Jeśli któryś z tych czynników zawiedzie, badanie nie będzie wiarygodne. Według różnych szacunków, fałszywie ujemny wynik dotyczy 8-20 proc. wykonanych cytologii. Oznacza to setki pacjentek, których czujność została uśpiona. Tymczasem mamy coraz lepsze możliwości diagnostyczne i powinniśmy z nich korzystać powszechnie.

 

W nowym schemacie postępowania w badaniu przesiewowym w kierunku raka szyjki macicy zespół ekspertów PTiG pod kierownictwem prof. Mariusza Zimmera uwzględnia nowe możliwości diagnostyczne. Istotną nowością jest cytologia na podłożu płynnym (LBC), która jest znacznie dokładniejsza od tradycyjnej. Po pierwsze, daje mniej wyników fałszywie ujemnych, a po drugie umożliwia badanie pobranego materiału w kierunku obecności wirusa HPV. Od wielu lat wiadomo, że przetrwała infekcja wirusem brodawczaka ludzkiego odpowiada za powstawanie zmian przedrakowych i nowotworowych w obrębie szyjki macicy.

 

– Harald zur Hausen w 2008 r. otrzymał Nagrodę Nobla za odkrycie sprawczej roli wirusa brodawczaka ludzkiego w rozwoju raka szyjki macicy – dodaje prof. Mariusz Zimmer. – To wirus przenoszony drogą płciową, infekcje występują zwłaszcza u młodych, aktywnych seksualnie osób. Groźny jest w sytuacjach, w których organizm nie zwalczy infekcji i przeradza się ona w postać przewlekłą. U mężczyzn HPV może wywołać kilka rodzajów nowotworów, u kobiet jest to najczęściej rak szyjki macicy.

 

Cytologia płynna, która umożliwia wykonanie prostego testu na obecność wirusa HPV, obecnie nie jest refundowana przez NFZ. Eksperci PTGiP zapewniają, że będą zabiegać o to, by pacjentki w Polsce mogły korzystać z tego badania nieodpłatnie. Zanim to jednak nastąpi, nie powinny ignorować tradycyjnej cytologii. Prof. Zimmer podkreśla, że wprawdzie ideałem byłoby powszechne wykonywanie LBC, to nawet zwykła cytologia jest lepsza niż żadna.

 

– Zachęcamy pacjentki do regularnych badań cytologicznych. Jeśli wykonujemy je co rok, a nawet co dwa lata, dajemy szansę na wykrycie RSM na tyle wcześnie, by można było zupełnie wyleczyć chorobę. Wiele kobiet nie wykonuje cytologii całymi latami. W ten sposób odbierają sobie szansę, jaką daje przebieg tej choroby. Rak szyjki macicy nie jest dziedziczny, a ponadto rozwija się długo, często przez wiele lat. Jeśli dochodzi do zaawansowanego stadium – to w większości przypadków jest to rak na własne życzenie – podsumowuje prof. Mariusz Zimmer.

 

 
Migrena – choroba neurologiczna, a nie tylko ból głowy

Migrena – choroba neurologiczna, a nie tylko ból głowy



Pierwsza w Polsce przykliniczna Poradnia Leczenia Migreny i Innych Bólów Głowy została w styczniu b.r. uruchomiona przy Klinice Neurologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.
Naukowcy z tej jednostki, we współpracy z prof. Richardem Liptonem z Nowego Jorku – światowym autorytetem w dziedzinie bólów głowy – prowadzą ogólnopolskie badania dotyczące aktualnej sytuacji zdrowotnej polskich chorych na migrenę, zwłaszcza w kontekście braku dostępu do nowoczesnych leków oraz społecznych następstw tej choroby. Ten unikatowy w skali kraju projekt ma się przyczynić do poprawy jakości opieki nad chorymi i zwrócenia uwagi na potrzebę finansowania leczenia przeciwmigrenowego. Zdaniem neurologów, wielu z blisko 3,5 miliona migreników w Polsce wciąż nie otrzymuje właściwej pomocy lekarskiej, a dostępność nowoczesnej terapii jest niewystarczająca. Chorzy cierpią, choć można im skutecznie pomóc.


Choroba lekceważona, marginalizowana, stygmatyzowana; w przeszłości kojarzona z fanaberią pań z wyższych sfer, dzisiaj często uznawana za wymówkę pracowników w celu unikania pracy – o takim społecznym postrzeganiu migreny mówią lekarze, zajmujący się tą chorobą. W ich opinii ten nieuprawniony i krzywdzący obraz, zakorzeniony w powszechnej świadomości, przekłada się na nieprawidłowe leczenie przeważającej liczby chorych.
– Przez lata migrena kojarzyła się dolegliwościami hipochondrycznych arystokratek, leżących w zaciemnionym pokoju z zimnym kompresem na czole i bywała obiektem żartów – mówi dr Marta Waliszewska z Kliniki Neurologii USK we Wrocławiu, koordynująca projekt badawczy i poradnię przykliniczną. – To skojarzenie jest mocno utrwalone i krzywdzące dla pacjentów. Migrena nie jest bowiem zwykłym bólem głowy, ale chorobą neurologiczną, i to najczęstszą. W Polsce cierpi na nią około 3,5 miliona osób. Nieleczona albo źle leczona utrudnia, a czasem wręcz uniemożliwia normalne funkcjonowanie.
Dr Waliszewska zwraca też uwagę na ekonomiczny wymiar powszechnego lekceważenia migreny. Pracownik, którego często boli głowa, nie może się skupić, pracuje wolniej. A jeśli takich pracowników mamy całe rzesze – problem staje się już szerszy. Dla lekarza, który od lat opiekuje się chorymi na migrenę, najważniejszy jest jednak aspekt związany z cierpieniem pacjentów.
– Oczywiście, nie jest to choroba śmiertelna, nie powoduje podwyższonego ryzyka zgonu, ale nie można jej traktować po prostu jako bólu głowy – zapewnia neurolog. – Sam silny ból (najczęściej oceniany przez pacjenta na 8 w skali 0-10) to tylko część napadu migreny, który trwa średnio 72 godziny, czasem nawet dłużej. Zwiastuny pojawiają się 1-2 dni przed bólem i mogą mieć różne nasilenie: od braku skupienia, rozkojarzenia, aż po objawy podobne do niedokrwienia mózgu, np. drętwienia kończyn, zaburzenia mowy, zaburzenia widzenia (tzw. aura migrenowa). Następnie pojawia się jednostronny ból głowy z nudnościami, nadwrażliwością na światło i dźwięki. Po bólu głowy pacjent odczuwa zaburzenia koncentracji i ogólne zmęczenie, które mogą trwać kilka dni. W epizodycznej postaci migreny chory ma średnio jeden lub dwa napady w miesiącu, ale w postaci przewlekłej dni z bólem głowy miesiącu jest 15 i więcej. Rekordziści spośród moich pacjentów zmagali się z problemem 28-30 dni miesięcznie, a zatem praktycznie cierpieli nieustannie.
Kolejny powód, by traktować migrenę poważnie, to jej następstwa. Dr Waliszewska tłumaczy, że powikłania w migrenie zdarzają się wprawdzie rzadko, ale mogą być niebezpieczne. Jednym z groźniejszych jest migrenowy udar mózgu. Powikłaniem, o którym niewiele się mówi, choć nie powinno się go bagatelizować, są polekowe bóle głowy, często powiązane z uzależnieniem i nadużywaniem leków przeciwbólowych. Kiedy boli głowa, człowiek sięga po tabletkę, którą bez trudu kupuje bez recepty w sklepie spożywczym. Jedna nie pomaga, zażywa więc kolejną, i jeszcze kolejną...
– Te najpopularniejsze i dostępne bez recepty leki przeciwbólowe zwykle nie przerywają napadu migreny – zapewnia dr Marta Waliszewska. – A mimo to są nagminnie stosowane. Znam pacjentów, którzy biorą po 8-10 tabletek dziennie. Efekt jest taki, że kiedy minie ból migrenowy, pojawia się ból polekowy. Błędne koło, które pacjentowi coraz trudniej przerwać.
Życie z częstym bólem powoduje często dodatkowe problemy. Pogarszają się relacje z bliskimi, bo chorzy nie uczestniczą w pełni w codziennym życiu rodziny. Miewają kłopoty w pracy, bo nie każdy pracodawca rozumie, że częsta niedyspozycja nie jest zwykłą wymówką. Konsekwencją bywa depresja czy zaburzenia lękowe. Jednocześnie wielu chorych nie uzyskuje odpowiedniej pomocy medycznej, dowiadując się od lekarza, że „nic się z tym nie da zrobić” i że „taka już pani uroda”.
– Tymczasem w farmakologicznym leczeniu migreny w ostatnich latach nastąpił ogromny postęp – mówi dr Waliszewska. – Mamy do dyspozycji coraz bardziej skuteczne leki. Uzyskujemy świetne efekty, stosując leki z grupy przeciwciał monoklonalnych, a u pacjentów z migreną przewlekłą ostrzykiwanie głowy, twarzy i karku toksyną botulinową. Czasem ta poprawa jest wręcz spektakularna. Gdy kogoś bolała głowa przez 28 dni w miesiącu, a w wyniku leczenia boli najwyżej dwie doby, to naprawdę zaczyna się uczyć normalnie żyć. Takie przypadki też mamy. Niestety, część leków skutecznych w migrenie wciąż nie jest refundowana, a nie każdy pacjent jest w stanie ponieść koszty terapii.
Poza farmakoterapią istnieją także metody niefarmakologiczne pomocne w profilaktyce migreny. Stosuje się techniki neuromodulacji, suplementy diety, rehabilitację, akupresurę, akupunkturę. Istotny jest regularny tryb życia, odpowiednia ilość snu i odpowiednie nawodnienie. Arsenał narzędzi do walki z migreną jest całkiem spory, ale kluczową sprawą jest właściwe rozpoznanie. Szczegółowy wywiad, a gdy to konieczne – badanie obrazowe głowy – pozwalają wykluczyć inne przyczyny bólu głowy, takie jak udar czy guzy mózgu.
Kompleksową pomoc chorzy na migrenę mogą uzyskać w Poradni Leczenia Migreny i Innych Bólów Głowy przy Klinice Neurologii USK (zapisywać się można przez rejestrację do poradni specjalistycznych).
Neurolodzy z USK zachęcają też wszystkie osoby, cierpiące na bóle głowy, do udziału w badaniu ankietowym. Wypełnienie ankiety zajmuje ok. kwadransa, ale cel jest bardzo ważny. Mamy nadzieję, że ten projekt przyczyni się do poprawy jakości opieki nad chorymi i zwrócenia uwagi decydentów w ochronie zdrowia na problemy kilku milionów Polaków żyjących z tą chorobą. Lekarzom dostarczymy argumentów do działań zmierzających do poprawy opieki nad osobami z migreną.

 
 
Transplantacje w USK w 2021 roku
Informacja prasowa 26.01.2022

350 transplantacji w USK we Wrocławiu w pandemicznym roku 2021



Pomimo trudnych wyzwań, związanych z pandemią koronawirusa, w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu wykonano w ubiegłym roku blisko 350 transplantacji różnego rodzaju narządów, tkanek i komórek. COVID-19 odcisnął jednak duże piętno w tej dziedzinie, wpływając na spadek liczby przeszczepień narządowych, a w innych przypadkach stwarzając dodatkowe problemy organizacyjne. Mimo to padło kilka rekordów.

Dla transplantologii USK we Wrocławiu rok 2021 był przełomowy, bo od niego rozpoczyna się historia wykonywanych tu przeszczepień serca. Pierwsze serce zostało przeszczepione 25 lutego ub. r., a do końca roku kardiochirurdzy Instytutu Chorób Serca USK wykonali 40 takich zabiegów na 200 w całej Polsce, przeprowadzonych we wszystkich sześciu uprawnionych ośrodkach. To liczba dwukrotnie wyższa od początkowo planowanej.

W minionym roku USK pobił wszelkie swoje rekordy w przeszczepach rogówki. – Przeszczepiliśmy 53 rogówki – mówi dr Marek Szaliński z Kliniki Okulistyki USK. – Dla porównania: w roku 2020 z powodu pandemii przeszczepień rogówek było zaledwie 14, a we wcześniejszych „przedcovidowych” latach liczba ta oscylowała wokół 20. Tym razem potrafiliśmy wykorzystać okresy ze spadkiem zachorowań na covid, a banki tkanek częściej niż w poprzednich latach oferowały nam rogówki. Nie zmarnowaliśmy ani jednej, wszystkie posłużyły potrzebujący pacjentom.

Rok 2021 do udanych może bez wątpienia zaliczyć Klinika Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK, gdzie wykonano 69 przeszczepów szpiku u dzieci oraz Klinika Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku USK, której lekarze przeprowadzili 140 procedur przeszczepowych u dorosłych pacjentów. Choć jest to o 20 więcej niż rok wcześniej, szef kliniki przyznaje, że i w jego jednostce COVID-19 dał się we znaki:

– Już na początku pandemii musieliśmy rozwiązać problemy logistyczne, związane z dostarczaniem materiału do przeszczepu – przypomina prof. Tomasz Wróbel, kierownik Kliniki Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku USK. – Dotyczyły one zwłaszcza transportu z zagranicy. Stał się on nieprzewidywalny, co wymusiło na nas zmianę stosowanych procedur przygotowania pacjenta do przeszczepu. Poza tym zdarzały się sytuacje, gdy przeszczep trzeba było przełożyć, bo dawca lub biorca był zakażony koronawirusem. Jednak nauczyliśmy się omijać wszelkie rafy logistyczne i zapewnić pacjentom bezpieczeństwo. Trzeba mieć na uwadze, że nasi chorzy należą do grupy najbardziej narażonych na ciężki przebieg COVID-19. Powtarzam to do znudzenia, ale udaje się nam funkcjonować w tych trudnych warunkach i leczyć tylko dzięki wyjątkowemu zaangażowaniu zespołu.

Lekarzy nie satysfakcjonuje natomiast liczba przeszczepień narządowych w USK, która spadła w sposób istotny. – 8 przeszczepień wątroby i 39 nerek to spadek dramatyczny – komentuje prof. Dariusz Janczak, kierownik Kliniki Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej USK i pełnomocnik dyrektora USK ds transplantacji. – Przed pandemią, w 2019 r. przeszczepiliśmy 96 nerek i 17 wątrób, co pokazuje skalę. Głównym problemem jest fakt, że na mocy odgórnych decyzji USK pełni także funkcję szpitala covidowego, a przecież musimy zapewnić pacjentom przeszczepowym absolutne bezpieczeństwo przed zakażeniem. Kolejna kwestia to bardzo trudna sytuacja intensywnej terapii, gdzie trafiają najciężej chorzy pacjenci covidowi. Brakuje w związku z tym miejsc w całym regionie. Tymczasem po przeszczepie wątroby pacjent musi przebywać na oddziale intensywnej terapii przez 7-8 dni.

Transplantacje wykonane w USK w 2021 r:
  • serca - 40

  • nerek - 39, w tym 6 od żywych dawców

  • wątroby - 8

  • komórek krwiotwórczych szpiku u pacjentów dorosłych - 140

  • komórek krwiotwórczych szpiku u dzieci - 69

  • rogówki - 53

 
Porady specjalistów, aukcje i eSkarbonka – wrocławscy medycy grają z WOŚP

Porady specjalistów, aukcje i eSkarbonka – wrocławscy medycy grają z WOŚP



Uniwersytet Medyczny i Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu, jak co roku, włączyły się w finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W sobotę 29 stycznia specjaliści z USK będą udzielali pacjentom porad i konsultacji. Od kilku dni trwają licytacje przygotowane przez sztab WOŚP przy UMW. Wśród atrakcji m.in. kurs laparoskopowy z prof. Dariuszem Patkowskim, warsztaty kuchni azjatyckiej z prof. Andrzejem Hendrichem oraz trening biegowy z prof. Tomaszem Zatońskim. Kwestujących wolontariuszy ze sztabu UMW spotkamy na ulicach Wrocławia 30 stycznia, a już teraz można zasilać medyczną eSkarbonkę.


Dla pacjentów

Tegoroczny finał poświęcony jest okulistyce dziecięcej (hasło przewodnie: „Przejrzyj na oczy”), ale do akcji WOŚP włączyli się lekarze innych specjalności pediatrycznych m.in. laryngolodzy, chirurdzy, urolodzy, endokrynolodzy, gastroenterolodzy, psychiatra dziecięcy, studenci stomatologii, neonatolodzy i nefrolodzy Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. Z uwagi na pandemię z konsultacji specjalistów będzie można skorzystać po wcześniejszej rejestracji telefonicznej.
Rejestracja prowadzona będzie codziennie od 25.01 do 28.01 w godz. 12-14.00, lub do wyczerpania miejsc:
Klinika Okulistyki tel. 71 736 4315 (badania przesiewowe dzieci 7-14 lat)
Klinika Otolaryngologii, Chirurgii Głowy i Szyi tel. 71 733 1681 (badania słuchu dzieci i młodzieży)
Klinika Chirurgii i Urologii Dziecięcej tel. 518 218 745 (konsultacje urologa i chirurga) Klinika Gastroenterologii Dziecięcej tel. 71 770 3045 (porady gastroenterologa - ocena nawyków żywieniowych, ocena odżywienia i niedoborów)
Klinika Endokrynologii Dziecięcej tel. 71 770 3117 (konsultacje endokrynologa) Klinika Nefrologii Dziecięcej tel. 71 736 4400 (konsultacje nefrologa)
Klinika Neonatologii tel. 71 733 1500 (konsultacje neonatologa)
Katedra Psychiatrii tel. 71 784 1617 (pierwszorazowe konsultacje psychiatry dziecięcego) Akademicka Poliklinika Stomatologiczna tel. 71 784 0295 (przeglądy stomatologiczne i jamy ustnej u dzieci)
Z powodu trudnej do przewidzenia sytuacji epidemicznej organizacja Białej Soboty może ulec zmianie.

Pobiegaj z profesorem, ugotuj z dziekanem

Lekcja gotowania z dziekanem, trening biegowy z rektorem i zwiedzanie uczelnianych muzeów - to tylko kilka pozycji z listy aukcji sztabu Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, które już teraz można licytować, by wesprzeć 30. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W trakcie finału 30 stycznia 2021 r. na wrocławskich ulicach pojawi się 35 wolontariuszy kwestujących i ponad 100 wolontariuszy bez puszek, rozlokowanych w placówkach ochrony zdrowia oraz firmach na terenie całego miasta, a także na uczelni - w sali wykładowej nr 4 budynku Wydziału Farmaceutycznego. Zwolennicy wpłat bezgotówkowych mogą już wpłacać pieniądze do uczelnianej eSkarbonki poprzez stronę:https://eskarbonka.wosp.org.pl/pbpfx7 Na stronie dedykowanej sztabowi na Allegro rozpoczęły się również aukcje, wśród których największym zainteresowaniem cieszą się „wyjątkowe momenty”. Podobnie jak w roku ubiegłym licytować można zwiedzanie Muzeum Anatomii i Muzeum Medycyny Sądowej UMW, a nowością są: kurs laparoskopowy z prof. Dariuszem Patkowskim, kierownikiem Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej, warsztaty kuchni azjatyckiej z Dziekanem Wydziału Lekarskiego, prof. Andrzejem Hendrichem oraz unikalny trening biegowy z prof. Tomaszem Zatońskim, prorektorem ds. Budowania Relacji i Współpracy z Otoczeniem UWM.

Wszystkie aukcje Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu:
https://allegro.pl/uzytkownik/WOSPSztabUMW

Skarbonka on-line:
https://eskarbonka.wosp.org.pl/pbpfx7

 
Zamiast laurek dla babci i dziadka – porządkowanie domowych apteczek

Zamiast laurek dla babci i dziadka – porządkowanie domowych apteczek



„Nie przesadzaj z laurkami – zrób porządek z lekami!” – to akcja wrocławskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Studentów Farmacji, zorganizowana z okazji Dni Babci i Dziadka. Jej celem jest zachęcenie do przeglądów apteczek domowych, zwłaszcza osób starszych.


Studenci Wydziału Farmaceutycznego Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu zadbali o to, aby nie tylko pomóc w noworocznych porządkach, ale również przekazać zdobytą na studiach wiedzę, dotyczącą przechowywania leków i sposobu ich użytkowania.
– Mało kto zdaje sobie sprawę, jak duże konsekwencje niesie za sobą stosowanie przeterminowanych leków lub zażywanie ich wbrew zaleceniom lekarzy i farmaceutów – mówi Daria Jagiełła z PTSF oddział Wrocław, studentka UMW.
Jak więc zorganizować i uporządkować swoją apteczkę? Studenci opracowali listę, którą warto sporządzić podczas przeglądu oraz dokładną instrukcję, w której informują, w jaki sposób bezpiecznie przechowywać leki.
– Nieprawidłowe przechowywanie może wpłynąć na efekt farmakologiczny. Większość leków należy trzymać w suchym i chłodnym miejscu - chyba, że na opakowaniu jest napisane inaczej. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na to, czy nie posiadamy leków zawierających takie same substancje czynne. Pacjenci często nie sprawdzają składu chemicznego i przez to biorą leki różniące się nazwą handlową, ale o takiej samej substancji czynnej. Nieświadomie podwajają dawkowanie, co zwiększa ryzyko wystąpienia skutków ubocznych i przedawkowania – dodaje Małgorzata Cieślak z PTSF oddział Wrocław, studentka UMW.

Aby umilić porządki, studencka organizacja zorganizowała również konkurs z nagrodami na udokumentowanie przemian własnych apteczek. Można np. przesyłać zdjęcia najstarszych leków, które zostały znalezione w trakcie sprzątania.
Więcej informacji o akcji: https://fb.me/e/25oDnuxA5.

 
Szczepionki chronią chorych po przeszczepach w 90 proc.

Szczepionki chronią chorych po przeszczepach w 90 proc.



(18.02.2022) Badania, prowadzone w Klinice Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, dostarczyły dowodów na skuteczność szczepień w grupie pacjentów szczególnie zagrożonych ciężkim przebiegiem COVID-19. Są to chorzy po przeszczepach komórek krwiotwórczych szpiku w leczeniu białaczki.

– Podczas pierwszej fali pandemii obserwowaliśmy wysoką śmiertelność pacjentów po przeszczepach, którzy zachorowali na COVID-19 – mówi kierownik kliniki prof. Tomasz Wróbel. – Sięgała ona nawet 50 proc., ale wtedy jeszcze nie było szczepionki. Sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy zaczęliśmy tych chorych szczepić. Zakażenia wciąż się zdarzają, ale nie są to już zakażenia tak ciężkie i tak śmiertelne, jak w tamtym okresie.

Pacjenci kliniki po przeszczepie komórek krwiotwórczych szpiku po przyjęciu szczepionki przeciwko COVID-19 byli także dokładnie monitorowani pod kątem reakcji niepożądanych oraz uzyskanej odpowiedzi immunologicznej. Badaniem objęto blisko stu chorych. Wyniki są bardzo obiecujące:

– Odsetek reakcji niepożądanych w tej grupie pacjentów jest zbliżony do ogólnej populacji – ocenia prof. Anna Czyż z Kliniki Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku USK. – Reakcje niepożądane się zdarzały, ale miały charakter łagodny lub umiarkowany i przemijający. Okazało się jednocześnie, że skuteczność szczepienia w rozumieniu odpowiedzi immunologicznej jest także podobna do tej notowanej w całej populacji. Wynosi bowiem ok. 90 proc., i to nawet u pacjentów po przeszczepie allogenicznym (nie z własnych komórek) przyjmujących leki immunosupresyjne.

Prof. Tomasz Wróbel zaapelował także do rodzin osób chorych hematologicznie, by się zaszczepiły, tworząc w ten sposób strefę ochronną dla swoich bliskich w ich środowisku.

– To wyraz odpowiedzialności za innych – podkreślił prof. Wróbel.


fot. Tomasz Walów/UMW
 
Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu w nieziemskiej misji
16 stycznia 2022 r.

Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu w nieziemskiej misji



Jak mikrograwitacja i kosmiczne promieniowanie wpływają na działanie konkretnych leków onkologicznych i w jaki sposób te czynniki mogą wpłynąć na ludzkie zdrowie? To jedno z zagadnień, nad którym pracują naukowcy Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Stworzone przez nich miniaturowe laboratorium z biologicznymi próbkami, po testach wykonanych na Ziemi, 13 stycznia br. opuściło naszą planetę. Bio-nanosatelita obserwacyjny LabSat został umieszczony na ziemskiej orbicie przez Falcon9 Transporter-3, który wystartował z przylądku Canaveral na Florydzie.


Przez najbliższe dni badacze będą na bieżąco analizować dane, przesyłane wprost z orbity do urządzeń we wrocławskim laboratorium. To finał projektu NCBiR „Bio- nanonanosatelita wykorzystujący zminiaturyzowane instrumenty lab-on-chip oraz metodologia\prowadzenia badań bio-medycznych z jego wykorzystaniem w warunkach mikrograwitacji”. Bierze w nim udział kilka uczelni: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu, Politechnika Wrocławska, Uniwersytet Przyrodniczy, Instytut Immunologii i Terapii Doświadczalnej, a jego liderem jest wrocławska firma SatRevolution. Należy zaznaczyć, że mentorem naukowym całego projektu jest prof. Jan Dziuban (PWr) specjalista w dziedzinie mikrosystemów (MEMS, MEOMS) i nanosystemów (NEMS). Ze strony Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu w badaniach uczestniczą dr hab. Julita Kulbacka, prof. Jolanta Saczko, dr Olga Michel, dr Nina Rembiałkowska i lek. Dawid Przystupski z Katedry i Zakładu Biologii Molekularnej i Komórkowej.


Skonstruowana przez naukowców UMW bio-nanosatelita jest jednym z trzech umieszczonych na orbicie w ramach tego projektu.


- Nasz LabSat jest wielkości szkiełka mikroskopowego, ale jest to laboratorium zintegrowane, zapewniające odpowiednie środowisko, konieczne do przeżycia badanych próbek biologicznych - opowiada dr hab. Julita Kulbacka. - Dla podtrzymania ich funkcji życiowych konieczna jest właściwa wilgotność, temperatura, oświetlenie, dopływ gazu i mediów. Stworzenie takich warunków było największym wyzwaniem w naszej pracy, ale dzięki interdyscyplinarnemu zespołowi udało się. W pierwszym etapie przeprowadziliśmy testy na Ziemi, teraz układ jest sprawdzany na orbicie. Wyniki projektu zostaną wykorzystane do opracowania uniwersalnego bio-nanosatelity umożliwiającego prowadzenie zróżnicowanych badań.

 
Rekordy zgonów w Polsce to m.in. efekt zaniechania leczenia chorób przewlekłych

Rekordy zgonów w Polsce to m.in. efekt zaniechania leczenia chorób przewlekłych



12.01.2021
Na SOR Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu zgłasza się coraz więcej pacjentów w zaawansowanych stanach. Lekarze USK apelują: nie czekać na zaostrzenie choroby, leczymy nie tylko COVID-19!

– Pacjenci zgłaszają się bardzo późno – mówi rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu prof. Piotr Ponikowski. – Mówię to jako kardiolog, ale nie tylko. To są pacjenci kardiologiczni, onkologiczni, cierpiący na schorzenia przewlekłe. Apelujemy do nich, żeby nie czekali na zaostrzenie choroby, nie zaniedbywali regularnych badań, nie odkładali na późnej zaplanowanych wizyt i zabiegów. Takie podejście skutkuje dramatem. W 2021 r. zmarło w Polsce ponad pół miliona osób. To są ilości nienotowane od wielu lat, bardzo niepokojące, bo za te zgony nie odpowiada tylko COVID-19.

Analiza przypadków osób zgłaszających się na SOR w USK wskazuje wyraźnie na pogłębiające się zjawisko zaniedbywania własnego zdrowia.

– Na naszym SOR zjawia się coraz więcej pacjentów w coraz bardziej zaawansowanych stanach chorobowych – potwierdza Barbara Korzeniowska, dyrektor ds. lecznictwa otwartego USK. – Pacjenci w Polsce nie przestali chorować na inne schorzenia z powodu pandemii, tak samo wymagają ratowania życia i zdrowia. Przypominamy, że wciąż leczymy pacjentów niezakażonych koronawirusem, szpital pozostaje nadal miejscem, w którym służy się wszystkim chorym.

Najlepszym dowodem na to, że USK w warunkach pandemii pracuje normalnie, jest pierwsza w tym roku transplantacja serca w Polsce, którą przeprowadzili 4 stycznia kardiochirurdzy USK. – Jeśli tak trudne procedury, związane z immunosupresją, są realizowane, to znaczy, że z epidemiologicznego punktu widzenia sytuacja w naszym szpitalu jest stabilna – ocenia naczelny epidemiolog USK dr hab. Jarosław Drobnik.

Lekarzy USK niepokoi także wciąż utrzymująca się wysoka śmiertelność wśród pacjentów covidowych. Obecnie wynosi ona ok. 9 proc. Choć chorych na COVID-19 jest teraz w USK (zarówno przy ul. Borowskiej, jak i w szpitalu tymczasowym przy ul. Rakietowej) mniej niż w poprzednich tygodniach, to stan większości z nich jest ciężki i wielu z nich nie udaje się uratować życia. Zmarli pacjenci to na ogół osoby starsze, z chorobami współistniejącymi.

– Spośród tych, którzy zmarli, tylko jedna czwarta była zaszczepiona – podkreśla prof. Ponikowski. To liczby, które mówią same za siebie.

Szczepionka chroni dzieci przed PIMS

Według najnowszych badań szczepienie dzieci przeciwko COVID-19 aż w 91 proc. zapobiega ciężkim powikłaniom tej choroby w postaci wieloukładowego zespołu zapalnego (ang. Pediatric Inflammatory Multisystem Syndrome, PIMS), poinformował prof. Leszek Szenborn, kierownik Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

– 7 stycznia ukazała się w USA praca, w której oceniono skuteczność szczepionki przeciwko COVID-19 w zapobieganiu PIMS na 91 proc. – powiedział prof. Leszek Szenborn. – Żadne zaszczepione dziecko nie wymagało z powodu PIMS reanimacji. To bardzo dobra wiadomość dla pediatrów. PIMS może mieć bardzo ciężki przebieg i w wielu przypadkach powoduje zagrożenie życia dziecka.

Szef Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych USK poinformował także, że choć w ostatnich dniach pacjentów covidowych trafia tam mniej, to jednak w czasie czwartej fali pandemii leczenia w szpitalu wymagało więcej dzieci niż podczas drugiej i trzeciej fali razem wziętych. Nasiliła się także fala pacjentów z PIMS. Na szczęście dzięki wypracowanym schematom postępowania lekarze radzą sobie z tą chorobą. Niemniej jednak pozostaje ona bardzo niebezpieczna. Dzieci chorują na PIMS zwykle 2-6 tygodni od zakażenia SARS-Cov-2. Choroba objawia się zazwyczaj wysoką gorączką, dolegliwościami ze strony układu pokarmowego, czasem wysypką, bólem brzucha, głowy, zapaleniem spojówek i wieloma innymi symptomami. Jeśli stan zapalny obejmie układ krążenia, u nawet kilkuletniego dziecka może dojść do zawału serca lub powstania tętniaków tętnic wieńcowych.

Do tej pory w USK zaszczepionych zostało w najmłodszej grupie wiekowej (5-11 lat) 1030 dzieci pierwszą dawką i 340 dwiema dawkami.

– W żadnym przypadku rodzice nie zgłosili objawów niepożądanych – dodał prof. Szenborn. – Nie znaczy to, że ich nie było, ale jeśli się zdarzyły, miały łagodny charakter. Szczepionki przeciwko COVID-19 są bardzo dobrze tolerowane przez dzieci i mają 80-procentową skuteczność. Dodatkowo chronią przed powikłaniami, więc pozostaje tylko zachęcać rodziców do szczepień. Bez szczepień dzieci nie da się pokonać pandemii.

Trudno liczyć na to, że V fala pandemii w Polsce będzie łagodna

Choć z doświadczeń państw już dotkniętych falą zakażeń nowym wariantem koronawirusa omikronem wynika, że rzadziej wywołuje on ciężki przebieg choroby, w Polsce nadchodząca fala wcale nie musi być łagodna – alarmują eksperci Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

– Wiadomo, że przed zakażeniem omikronem najskuteczniej chroni dopiero trzecia dawka szczepionki przeciwko COVID-19. Tymczasem przyjęło ją zaledwie ok. 20 proc. Polaków. To bardzo niepojące dane. Przed nami dosłownie ostatni moment, żeby zabezpieczyć się przed nadchodzącą V falą – apeluje Jarosław Drobnik naczelny epidemiolog USK.

Mikrobiolog dr Małgorzata Fleischer, konsulat ds zakażeń USK zwraca uwagę na niekorzystny zbieg trzech elementów:

– Fala związana z omikronem pojawi się u nas w momencie, gdy jeszcze nie zakończyła się fala delty, a w dodatku przełom stycznia i lutego to okres wzmożonej zachorowalności na grypę – zauważa dr Fleischer. – Zderzą się te trzy elementy i trudno przewidzieć, jakie będą tego skutki. Tym bardziej, że sytuacja w Polsce jest bardzo trudna jeszcze z innych powodów. Mamy o wiele wyższy wskaźnik zgonów z powodu COVID-19 niż w państwach Europy Zachodniej. Trudno więc liczyć na to, że będzie łagodniej. Omikron jest wariantem bardzo zakaźnym. Szacuje się, że jedna osoba może zakazić 10 innych, a liczba zakażeń podwaja się co 2-3 dni. Spodziewamy się więc dużej liczby przypadków, z których część będzie przebiegać ciężko.

Mikrobiolog podkreśla, że ok. 30 mutacji omikrona dotyczy tzw. kolca, przez który wirus wnika do ludzkiego organizmu. Z tego powodu skuteczność dotychczas stosowanych szczepionek spada nawet do ok 10 proc. Dopiero dawka przypominająca podnosi odporność do poziomu ok. 70 proc. Przed omikronem nie chroni także przechorowanie COVID-19, dlatego naukowcy spodziewają się dużo zakażeń wśród ozdrowieńców.

– Według WHO pandemię można powstrzymać, gdy 70 proc. populacji świata będzie zaszczepiona. W sytuacji, gdy daleko nam do takiego stanu, musimy postawić na profilaktykę – uważa dr Fleischer. – Absolutnie nie możemy tolerować braku maseczek i nieprawidłowego ich używania (bez szczelnego zakrycia ust i nosa) czy też noszenia zupełnie nieprzydatnych maseczek niemedycznych.


 
Apel do chorych na COVID-19: nie czekajcie w domu do momentu umierania

04.01.2022

 

Apel do chorych na COVID-19: nie czekajcie w domu do momentu umierania



Do szpitala tymczasowego we Wrocławiu, prowadzonego przez Uniwersytecki Szpital Kliniczny, przyjmowani są pacjenci w coraz bardziej zaawansowanych stadiach COVID-19. W takiej sytuacji trudniej zastosować skuteczne leczenie. To niepokojąca tendencja, pogarszająca rokowania, dlatego lekarze USK przekonują chorych, by wcześniej szukali pomocy.

- Większość pacjentów trafia do nas między siódmą a dziesiątą dobą od pierwszych objawów zakażenia – mówi koordynujący pracę wrocławskiego szpitala tymczasowego dr Janusz Sokołowski. – Dziś (4 stycznia) np. przyjmowaliśmy osoby, które źle się czuły już w czasie wigilii. Po tylu dniach od zakażenia skuteczność leków przeciwwirusowych jest prawie żadna.

Lekarze zwracają uwagę, że w przebiegu COVID-19 często obserwuje się nagłe pogorszenie stanu zdrowia po kilku dniach. Najczęściej dochodzi już wówczas do rozwijającego się błyskawicznie zapalenia płuc.

- Nie warto czekać w domu do momentu, kiedy poczujemy, że umieramy – apeluje do chorych Barbara Korzeniowska, dyrektor ds. lecznictwa otwartego USK. – Pomocy lekarskiej trzeba szukać wcześniej, bo wówczas lekarze mają większe możliwości leczenia. To nie musi być od razu szpital, może być kontakt z lekarzem POZ lub nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej.

Zakażenie SARS-Cov-2 nie tylko wywołuje COVID-19, ale ma także wpływ na przebieg wielu innych chorób. Prof. Dariusz Janczak, kierownik Kliniki Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej USK, od początku pandemii odpowiedzialny za covidowy obszar zabiegowy w całym szpitalu, zwraca uwagę na sytuację pacjentów wymagających operacji. Jest ich nie tylko coraz więcej, ale i trafiają do szpitala w trybie ostrodyżurowym w zaawansowanych stanach, gdy operację trzeba wykonać natychmiast.

- Rokowania chorych operowanych pogarsza zakażenie Sars-Cov-2 – informuje prof. Dariusz Janczak. – Wirus ten powoduje zapalenie śródbłonka naczyń krwionośnych, a to z kolei wpływa zarówno na zaostrzenie stanów chorobowych, jak i zwiększa ryzyko ciężkich powikłań chirurgicznych.

W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu dla pacjentów zabiegowych, a jednocześnie chorych na COVID-19, utworzono osobny oddział, zapewniający wszechstronną opiekę chirurgiczną. Leczeni są tu pacjenci ortopedyczni, laryngologiczni, po zabiegach chirurgii naczyniowej i innych. Dzięki takiemu rozwiązaniu covidowi pacjenci zabiegowi są izolowani od pozostałych, a kliniki chirurgiczne USK mogą bezpiecznie przyjmować pozostałych pacjentów, którzy wcześniej są testowani na obecność koronawirusa.

Na początku nowego roku w USK jest mniej pacjentów zakażonych SARS-Cov-2, zmalała także wśród nich liczba zgonów. Zdaniem ekspertów, nie oznacza to jednak, że zagrożenie minęło.

- Pamiętajmy, że jeszcze nie wygasła IV fala, a już zbliża się fala V, związana z nowym wariantem koronawirusa. W dodatku będzie ona szła z wysokiego poziomu, bo wciąż notujemy dużo zakażeń, więc sytuacja może szybko stać się trudna – przestrzega naczelny epidemiolog USK prof. Jarosław Drobnik, nieustannie zachęcając do szczepienia jako jedynej skutecznej metody zmniejszenia ryzyka ciężkiego przebiegu COVID-19 i zgonu z powodu tej choroby. Spośród obecnie hospitalizowanych pacjentów szpitala tymczasowego jedynie 20 proc. to osoby zaszczepione, najczęściej z chorobami współistniejącymi. Jak informuje dr Sokołowski, żadna z nich nie wymaga leczenia technikami zaawansowanymi.

Prof. Leszek Szenborn, kierownik Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych USK przekonuje także do szczepienia dzieci i młodzieży. W obecnej fali pandemii jest to grupa częściej dotknięta ciężkim przebiegiem COVID-19 niż w czasie poprzednich etapów pandemii. - Z doświadczeń innych krajów wiemy, że szczepionki przeciwko COVID-19 są dobrze tolerowane przez najmłodszych – mówi prof. Szenborn. – W USA zaszczepiono 5 mln dzieci i nie zaobserwowano objawów niepożądanych groźniejszych niż ból ręki, utrzymujący się jeden dzień. Wygląda na to, że dzieci lepiej znoszą szczepienie od dorosłych.

 
Operacje wad wrodzonych układu oddechowego u dzieci
Informacja prasowa 22.12.2021

Operacje wad wrodzonych układu oddechowego u dzieci teraz w Centrum Chirurgii Głowy i Szyi Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu



Wady wrodzone układu oddechowego są drugą po wadach serca przyczyną śmiertelności noworodków. Dotykają blisko 5 proc. z nich i w większości przypadków wymagają szybkiej interwencji chirurgicznej. Rozszczep krtani to jeden z takich poważnych problemów, który – jeśli jest rozległy – może doprowadzić do śmierci dziecka w krótkim czasie. Obecnie medycyna radzi sobie coraz lepiej z tą wadą. Operacje, choć są skomplikowane, pozwalają ratować życie tych dzieci i uniknąć późniejszego kalectwa. Centrum Chirurgii Głowy i Szyi USK dołączyło do nielicznych ośrodków w Polsce, w których wykonuje się takie zabiegi.

Centrum Chirurgii Głowy i Szyi USK składa się z trzech jednostek Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu: Kliniki Otorynolaryngologii Chirurgii Głowy i Szyi z Oddziałem Otorynolaryngologii Dziecięcej oraz Kliniki Chirurgii Szczękowo - Twarzowej. Z założenia ma zapewniać kompleksową opiekę nad pacjentem laryngologicznym w każdym wieku i z każdym problemem zdrowotnym.

– Dążymy do tego, by oferować pełną diagnostykę i leczenie wszelkich chorób laryngologicznych dorosłych i dzieci – mówi szef Centrum Chirurgii Głowy i Szyi USK prof. Tomasz Zatoński. – Ostatnio poszerzyliśmy zakres naszych zabiegów o rekonstrukcje w obrębie krtani i przełyku u dzieci dotkniętych wadami wrodzonymi w tych obszarach. To zabiegi obarczone wysokim ryzykiem niepowodzenia, wymagające doświadczonego zespołu. Na początek zaprosiliśmy do współpracy specjalistę najwyższej klasy – prof. Jarosława Szydłowskiego z Kliniki Otolaryngologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, który w grudniu tego roku wraz z zespołem Kliniki Otorynolaryngologii Chirurgii Głowy i Szyi wykonał pierwsze tego typu operacje w naszym centrum.

Krtań jest narządem, pozwalającym na bezpieczne skrzyżowanie dróg oddechowych i przewodu pokarmowego. Jeśli rozwój tego narządu w okresie płodowym zostanie zaburzony i dojdzie do jego deformacji, skrzyżowanie to przestaje być bezpieczne. Utrudnione połykanie pokarmów, tendencja do zachłystywania, podatność na infekcje – to najczęstsze zagrożenia związane z nieprawidłowo ukształtowaną krtanią. Gdy dziecko rodzi się z niezrośniętą tylną ścianą krtani, między drogami oddechowymi a przełykiem pojawia się część wspólna. Jest to jedna z tych wad, które mogą być przyczyną zgonu niedługo po urodzeniu. Rozszczep krtani może być bardziej lub mniej rozległy, co określa się w stopniach.

– Najbardziej rozległy rozszczep tylnego odcinka krtani typu IV, rozciągający się aż do tchawicy, jest wadą zagrażającą życiu – tłumaczy prof. Jarosław Szydłowski. – Jednym z objawów jest głośny, dźwięczny oddech, tzw. stridor. Niemowle zachłystuje się pokarmem i jest narażone na zachłystowe zapalenie płuc, które jest chorobą bardzo niebezpieczną. Jeszcze kilkanaście lat temu dzieci urodzone z tą wadą były operowane w zagranicznych ośrodkach, a wiele z nich umierało. Od 2007 r. działa u nas program leczenia tych wad i możemy skutecznie ratować naszych pacjentów.

Prof. Szydłowski ma na koncie ponad setkę wyleczonych dzieci z rozszczepem krtani. To unikalne doświadczenie nie tylko w skali kraju. W pierwszych zabiegach, przeprowadzonych z jego udziałem w Klinice Otorynolaryngologii Chirurgii Głowy i Szyi uczestniczyła dr Monika Morawska-Kochman koordynator Oddziału Otorynolaryngologii Dziecięcej.

– Operacje te polegają na zamknięciu tylnego odcinka krtani – mówi dr Monika Morawska-Kochman. – Przeprowadza się je endoskopowo, przy zachowaniu oddechu własnego pacjenta, bez intubacji. To duża trudność i potrzeba do tego naprawdę dużego doświadczenia chirurgicznego. Warto też podkreślić, że jeszcze kilka lat temu, podczas operacji rozszczepu krtani trzeba było wykorzystać dojście zewnętrzne do tchawicy. Zastosowanie techniki endoskopowej pozwala zminimalizować cięcie, dzięki czemu zabieg jest bezpieczniejszy, a pooperacyjna blizna nieporównywalnie mniejsza.

– Jednym z atutów naszego ośrodka jest wielodyscyplinarny zespół, którym nie może się pochwalić żaden inny oddział w regionie. Mamy doskonałych anestezjologów zarówno dorosłych jak i dziecięcych. Unikalną paletę metod diagnostyki obrazowej z nowoczesnymi tomografami komputerowymi, pozytonową tomografią emisyjną PET, czy rezonansem magnetycznym 3T. Oprócz możliwości konsultacji w każdej dyscyplinie: neurochirurgii, chirurgii naczyniowej, okulistyce i wielu innych, mamy psychologów i fizjoterapeutów pracujących z naszymi pacjentami. W tym samym budynku znajduje się Ośrodek Terapii Hiperbarycznej wspierającej gojenie się ran także po bardzo rozległych zabiegach. No i współpraca z najlepszymi specjalistami w kraju, to wszystko powoduje, że USK, będący jednostką Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu jest najlepszym wyborem w diagnostyce i leczeniu najtrudniejszych przypadków – podsumowuje prof. Zatoński.


fot. Natalia Kusztal, USK

 
Mniej zakażeń, więcej zgonów

 


Mniej zakażeń, więcej zgonów

 


(21.12.2021 r.) 11,7 proc. – tylu umarło pacjentów z COVID-19, przyjmowanych do szpitala tymczasowego przy ul. Rakietowej we Wrocławiu w ciągu 5 tygodni od ponownego otwarcia tej jednostki. Tak wysokiej śmiertelności w poprzednich falach pandemii w tej jednostce nie notowano. I to nawet w okresach, gdy zakażeń w Polsce i regionie było znacznie więcej.

– To są dramatyczne dane, po raz pierwszy w szpitalu tymczasowym notujemy śmiertelność na poziomie dwucyfrowym – powiedział prof. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, na cotygodniowej konferencji prasowej dotyczącej sytuacji covidowej w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym. – Umierają przede wszystkim niezaszczepieni. Jak ważne są szczepienia pokazują z kolei statystyki zakażeń wśród studentów, doktorantów i pracowników naszej uczelni, które pozostają na niskim poziomie. A zdecydowana większość w tych grupach zaszczepiła się.

W IV fali pandemii, od czasu ponownego uruchomienia szpitala tymczasowego w listopadzie br. , do 21 grudnia przyjętych zostało 360 osób.

– Wiosną tego roku hospitalizowaliśmy 480 pacjentów, a więc znacznie więcej niż obecnie – przypomniał kierujący szpitalem tymczasowym dr Janusz Sokołowski. – Jednak te liczby są mylące. Mamy mniej pacjentów, a więcej zgonów. W ostatnich tygodniach zmienił się też przekrój wieku osób z COVID-19, które muszą być leczone w warunkach szpitalnych, głównie z powodu ciężkiego przebiegu zapalenia płuc. Pacjenci trafiają do nas za późno, kiedy ich płuca są zajęte przez infekcję w ponad 50 proc. Po fali młodszych pacjentów ponownie dominują ludzie w podeszłym wieku, najczęściej obciążeni dodatkowo poważnymi chorobami, w tym onkologicznymi, po przeszczepach. Oni też częściej umierają. Średnia wieku zmarłych w naszym szpitalu w obecnej fali przekracza 78 lat.

Wśród wszystkich hospitalizowanych w szpitalu przy ul. Rakietowej pacjenci zaszczepieni przeciwko COVID-19 stanowią zaledwie 5 proc. Jeszcze bardziej znamiennie pod tym względem wygląda sytuacja na covidowym oddziale intensywnej terapii USK, gdzie trafiają najciężej chorzy, wymagający wspomagania oddychania i krążenia.

– Właściwie wszyscy nasi pacjenci nie są zaszczepieni – przyznaje prof. Waldemar Goździk, kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii USK. – Niedawno trafił do nas jeden zaszczepiony. Jest to lekarz, niestety obciążony hematoonkologicznie.

Covidowy oddział intensywnej terapii pracuje na pełnych obrotach, obecnie zajętych jest 18 na 20 dostępnych łóżek. Duża część pacjentów to chorzy po operacjach chirurgicznych, dlatego też w USK uruchomiono cztery covidowe stanowiska intensywnej terapii na bloku pooperacyjnym, a jeśli będzie taka potrzeba – powstaną kolejne. Zdaniem prof. Goździka obecnie najpoważniejszym problemem oddziału jest brak możliwości wypisania pacjentów, którzy pokonali covid, ale z powodu ciężkiego uszkodzenia płuc wciąż wymagają wspomagania oddychania. W szpitalach w całym regionie nie ma wolnych miejsc intensywnej terapii.

– Mimo trudności, mamy swoje małe sukcesy. Ostatnio udało się nam odłączyć od ECMO dwoje pacjentów: 40-letniego mężczyznę i ciężarną młodą kobietę – dodał szef Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii USK.

Rektor UMW podkreślił, że na pierwszej linii frontu na Dolnym Śląsku w pandemii stoją lekarze z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, w którym leczeni są równolegle pacjenci covidowi i nie-covidowi. Pod tym względem to wyjątkowy ośrodek.

Dyrektor ds. lecznictwa otwartego USK Barbara Korzeniowska, życząc pacjentom zdrowych i rodzinnych świąt oraz dziękując im za cierpliwość, zaapelowała jednocześnie o refleksję:

– Niech to będzie refleksja na temat wspólnej odpowiedzialności za nas samych, naszych bliskich, ale też wszystkich ludzi, którzy nas otaczają. Tylko wtedy możemy sobie dać radę z pandemią, gdy każdy z nas weźmie odpowiedzialność za miejsce, w którym się znajduje – powiedziała Barbara Korzeniowska.

 


 

 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna > Ostatnie >>

Strona 1 z 5